Polska czeka na 368 hektarów od Czech. Spór z 1958 roku znów wrócił do dyplomacji

Między Polską a Czechami wciąż leży nierozwiązana sprawa 368 hektarów ziemi. Jej początek sięga korekty granicy między PRL a Czechosłowacją z 1958 roku. Przez lata temat cichł, wracał i ponownie grzązł w dyplomatycznych rozmowach.

Teraz polskie MSZ znów wskazuje, że sprawa powinna zostać uregulowana umową międzynarodową.

Korekta granicy zostawiła po sobie nierozliczoną różnicę

W 1958 roku władze PRL i Czechosłowacji skorygowały przebieg wspólnej granicy. Polska przekazała Pradze 1205 hektarów, a w zamian otrzymała 837 hektarów. Różnica wyniosła 368 hektarów i od tego czasu funkcjonuje jako terytorialny dług.

Przez dekady sprawa nie była jednym z głównych tematów w relacjach obu państw. Upadek komunizmu, nowe realia polityczne i wejście do struktur europejskich spychały ją na dalszy plan. Problem jednak nie zniknął z dokumentów i rozmów ekspertów.

Stosunki polsko-czeskie są zwykle opisywane jako dobre i praktyczne. Oba kraje należą do UE i NATO, a granica jest dla obywateli codzienną formalnością. Tym bardziej zaskakuje, że tak stary spór nadal nie został zamknięty.

W tej historii nie chodzi o symboliczny gest, lecz o konkretne działki. Dla państwa każda korekta graniczna wymaga precyzyjnej umowy. Brak podpisów oznacza, że nawet uzgodnione rozwiązanie pozostaje tylko planem.

W 2015 roku finał wydawał się blisko

Po latach rozmów powołano Stałą Polsko-Czeską Komisję Graniczną. Prace posuwały się do przodu i wydawało się, że spór zmierza do rozwiązania. W 2015 roku czeski rząd zatwierdził wykaz działek, które miały zostać przekazane Polsce.

Wśród wskazywanych terenów były grunty w gminie Biała Woda koło Paczkowa oraz działki przy wsi Bodzanów w gminie Głuchołazy. Polska przygotowała projekt umowy międzynarodowej. Na papierze brakowało już tylko finalnego kroku.

Ten krok jednak nie nastąpił. Strona czeska wycofała się z porozumienia i, według odpowiedzi polskiego MSZ, nie podała formalnie powodów tej decyzji. Od tamtego momentu sprawa ponownie utknęła.

Dla Warszawy to szczególnie frustrujące, bo wcześniejsze ustalenia wskazywały na realną możliwość domknięcia tematu. Dla Pragi sprawa najwyraźniej nie ma takiego priorytetu. Ta różnica podejść sprawia, że nawet mały obszar ziemi staje się trudnym problemem politycznym.

Sikorski rozmawiał z czeskim ministrem, ale przełomu nie ma

Polskie władze deklarują, że nie rezygnują z uregulowania sprawy. Szef MSZ Radosław Sikorski poruszył temat 16 lutego 2026 roku podczas spotkania z czeskim ministrem Petrem Macinką. Rozmowa dotyczyła gotowości obu stron do szukania rozwiązania.

Wiceminister Władysław Teofil Bartoszewski potwierdził, że rząd domaga się uregulowania sprawy umową międzynarodową. Tylko taki dokument mógłby formalnie zakończyć spór. Same deklaracje polityczne nie wystarczą do zmiany przebiegu granicy.

Warszawa liczyła wcześniej, że wybory w Czechach otworzą nowy etap rozmów. Jeszcze w październiku 2025 roku MSZ informowało o planowanych konsultacjach eksperckich. Według dostępnych informacji do takich spotkań jednak nie doszło.

Brak konsultacji w 2025 i 2026 roku pokazuje, że sprawa wciąż stoi w miejscu. Polska może ponawiać temat, ale potrzebuje partnera po drugiej stronie stołu. Bez czeskiej decyzji żaden dokument nie trafi do podpisu.

368 hektarów to mały obszar, ale duży test skuteczności państwa

W skali mapy Europy 368 hektarów nie robi ogromnego wrażenia. W dyplomacji granicznej liczy się jednak zasada, ciągłość państwa i wykonanie wcześniejszych zobowiązań. Dlatego temat wraca mimo upływu wielu lat.

Dla mieszkańców pogranicza spór może wydawać się odległy, bo codzienna współpraca z Czechami działa normalnie. Państwo patrzy jednak szerzej, przez pryzmat dokumentów, działek i historycznych rozliczeń. Ten poziom sprawy nie znika tylko dlatego, że relacje są poprawne.

Najważniejsze pytanie dotyczy teraz politycznej woli Pragi. Polska strona deklaruje gotowość do umowy, ale czeski rząd nie wykazuje determinacji do zamknięcia tematu. Im dłużej sprawa trwa, tym łatwiej spychać ją na margines kolejnych rozmów.

Finał pozostaje więc otwarty. Polska nadal czeka na rozwiązanie długu terytorialnego, który ma korzenie w decyzji sprzed niemal siedmiu dekad. To pokazuje, że nawet stare korekty graniczne potrafią wrócić w najmniej wygodnym momencie.

Udostępnij to 👇