Rosyjskie wojsko ma kolejną aferę, która uderza w obraz armii karmionej sprawnie i bez oszczędzania na froncie. Do oddziałów miało trafić 170 ton konserw opisanych jako produkt wysokiej jakości, ale badania wykazały skład bliższy paszy niż pełnowartościowemu mięsu. Sprawa jest tym bardziej niewygodna, że chodzi o żywność dla żołnierzy wysyłanych na pierwszą linię wojny na Ukrainie.
W tle pojawia się kontrakt wart setki milionów rubli, śledztwo i podejrzenia łapówek. Nawet w realiach rosyjskiego systemu ta historia wygląda jak sygnał głębszej korupcji.
Konserwy miały być premium
Przez dwa lata realizowano kontrakt na 170 ton konserw polowych dla rosyjskich oddziałów walczących na Ukrainie. Produkt miał być przedstawiany jako tuszonka wysokiej jakości i konserwa premium. Według przytoczonych ustaleń w puszkach zamiast pełnowartościowego mięsa wykryto zmielone skóry, chrząstki, skrobię oraz karagen.
Pierwsze zastrzeżenia miały zgłosić jednostki na odcinku ługańskim. Dowódcy zakazali spożywania konserw i wezwali śledczych do zbadania ich składu. Sam fakt, że alarm wyszedł z oddziałów liniowych, nadaje sprawie wyjątkowo kompromitujący wymiar.
Śledczy badają kontrakt za 700 milionów rubli
Kontrakt miał opiewać na 700 milionów rubli, czyli ponad 30 milionów złotych. Rosyjski Komitet Śledczy prowadzi dochodzenie w sprawie fałszowanych konserw mięsnych. Wśród podejrzanych o łapówki wymieniono szefa departamentu żywności rosyjskiego resortu obrony oraz zarząd zakładu produkującego konserwy.
To nie jest pierwszy sygnał problemów w tym obszarze. Poprzedni szef departamentu żywności został zatrzymany w innej aferze i skazany na siedem lat kolonii karnej. Dla rosyjskiej armii oznacza to nie tylko wizerunkową wpadkę, ale też pytanie o skalę patologii w wojskowych zamówieniach.
Stara historia wraca w nowej odsłonie
Podobny skandal wybuchł już ponad dekadę temu w jednej z rosyjskich jednostek na Dalekim Wschodzie. Wtedy gulasz wołowy miał być przygotowywany z karmy dla psów, a śledztwo ruszyło po mailu jednego z szeregowych. Obecna sprawa pokazuje, że mechanizm oszczędzania na żołnierzach nie zniknął z systemu.
Najbardziej uderza kontrast między frontową propagandą a tym, co miało znaleźć się w puszkach. Żołnierze wysyłani na wojnę dostali produkt reklamowany jako wysokiej jakości, a śledczy badają, czy na wojskowej żywności zrobiono interes kosztem tych, którzy mieli ją jeść. To dlatego afera konserwowa może zaboleć Kreml bardziej, niż sugerowałby sam temat wojskowych racji żywnościowych.









