Statek z hantawirusem dopłynął na Teneryfę. Na pokładzie są zakażeni i ofiary śmiertelne

MV Hondius dotarł do portu Granadilla na Teneryfie po informacji o zakażeniach hantawirusem i trzech zgonach. Na pokładzie było około 150 osób z ponad 20 krajów, a zejście pasażerów na ląd objęto specjalną procedurą sanitarną. Operację nadzorowały hiszpańskie władze oraz szef Światowej Organizacji Zdrowia.

Sprawa wywołała także napięcie polityczne na Wyspach Kanaryjskich, bo regionalne władze sprzeciwiały się zacumowaniu jednostki. Ministerstwo transportu Hiszpanii wydało jednak decyzję nakazującą przyjęcie statku. W tle pojawił się także polski wątek: kapitanem MV Hondius jest Jan Dobrogowski.

MV Hondius wszedł do portu po porannym alarmie

Statek wycieczkowy MV Hondius przybył w niedzielę po godzinie 6 czasu lokalnego do portu Granadilla na Teneryfie. Jednostka pływa pod holenderską banderą i należy do firmy Oceanwide Expeditions. Już sama informacja o hantawirusie na pokładzie sprawiła, że wejście do portu stało się wydarzeniem międzynarodowym.

Na statku znajdowało się około 150 osób z ponad 20 państw. Zejście pasażerów na ląd miało rozpocząć się około godziny 8 czasu lokalnego. Nie była to jednak zwykła procedura kończąca rejs.

Operację nadzorowali trzej hiszpańscy ministrowie, w tym ministra zdrowia Monika Garcia oraz minister spraw wewnętrznych Fernando Grande-Marlaska. Na miejscu obecny był również szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus. Taka obsada pokazuje, jak poważnie potraktowano sytuację.

Według informacji WHO na pokładzie potwierdzono osiem przypadków zakażenia hantawirusem oraz trzy zgony. To liczby, które natychmiast zmieniają rejs turystyczny w kryzys sanitarny. Dlatego każdy etap zejścia pasażerów wymagał kontroli.

Pasażerowie mieli zejść na ląd łodziami

Monika Garcia zapewniała w nocy z soboty na niedzielę, że operację przygotowano zarówno pod względem sanitarnym, jak i bezpieczeństwa. Statek miał pozostać na kotwicy. Pasażerowie mieli być transportowani na ląd łodziami.

Po zejściu z wycieczkowca wszyscy pasażerowie mieli przejść badania lekarskie. To kluczowy element procedury, bo hantawirusy mogą prowadzić do ciężkich chorób układu oddechowego. Władze musiały jednocześnie działać szybko i ograniczać ryzyko dla otoczenia.

Hiszpańscy pasażerowie mieli zostać przewiezieni do szpitala wojskowego w Madrycie. Obywatele innych państw mieli być repatriowani do swoich krajów. Taki podział pokazuje, że operacja nie kończyła się w porcie.

Resort zdrowia przekazał jednocześnie, że żaden z pasażerów nie wykazuje objawów zakażenia wirusem. To ważne zastrzeżenie przy dramatycznym bilansie potwierdzonym przez WHO. Zakażenia i zgony nie oznaczają automatycznie, że wszyscy na pokładzie są chorzy.

Polak dowodzi statkiem i pozostaje zdrowy

Kapitanem MV Hondius jest Polak Jan Dobrogowski, absolwent Uniwersytetu Morskiego w Gdyni. Polski wątek szybko przyciągnął uwagę, bo kryzys sanitarny dotyczył jednostki z międzynarodową załogą i pasażerami. W takiej sytuacji każda informacja o stanie kapitana ma znaczenie.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych informowało wcześniej, że kapitan nie potrzebuje pomocy medycznej. Według Głównego Inspektoratu Sanitarnego pozostaje zdrowy. Nadal odpowiada za statek oraz załogę.

Co najmniej 30 członków załogi ma udać się do Holandii. Tam MV Hondius zostanie poddany dezynfekcji. To logiczny kolejny krok po opuszczeniu statku przez pasażerów i zakończeniu procedur w porcie.

Dezynfekcja jednostki ma znaczenie nie tylko dla firmy, lecz także dla dalszych rejsów i bezpieczeństwa załogi. Statek po takim zdarzeniu nie może wrócić do normalnej pracy bez kontroli. Każdy etap musi zamknąć ryzyko sanitarne.

Transport pasażerów łodziami pokazuje, że władze nie chciały zwykłego zejścia przez terminal. Taka procedura ogranicza kontakt i pozwala prowadzić badania w bardziej kontrolowany sposób. Dla turystów był to jednak koniec rejsu zupełnie inny niż planowany.

Spór z władzami Wysp Kanaryjskich wybuchł tuż przed cumowaniem

Na kilka godzin przed przypłynięciem statku doszło do konfliktu między rządem Hiszpanii a władzami Wysp Kanaryjskich. Szef regionalnego rządu Fernando Clavijo z Partii Ludowej zapowiadał, że nie wyrazi zgody na zacumowanie jednostki. Tłumaczył to brakiem dialogu z rządem Hiszpanii oraz niedotrzymaniem wcześniejszych terminów.

Ministerstwo transportu odpowiedziało specjalną decyzją nakazującą przyjęcie statku w porcie Granadilla. To pokazuje, że sprawa sanitarna natychmiast stała się także sporem kompetencyjnym. Władze regionalne i centralne patrzyły na ryzyko z różnych pozycji.

Hantawirusy najczęściej przenoszą się przez kontakt z moczem, śliną lub odchodami gryzoni. Niektóre szczepy mogą być także przekazywane z człowieka na człowieka. Mogą prowadzić do ciężkich chorób układu oddechowego i zagrażać życiu.

Najważniejsze jest rozdzielenie faktów od strachu. WHO potwierdziła osiem zakażeń i trzy zgony, ale pasażerowie według resortu zdrowia nie wykazywali objawów. MV Hondius stał się więc jednocześnie miejscem tragedii, procedur medycznych i politycznego sporu o odpowiedzialność.

Dezynfekcja statku zamyka dopiero pierwszy etap kryzysu

MV Hondius ma trafić do Holandii na dezynfekcję, ale sama operacja techniczna nie kończy pytań po rejsie. Trzeba będzie odtworzyć drogę zakażeń i sprawdzić, gdzie pojawiło się ryzyko kontaktu z gryzoniami. Bez tego podobne statki nie dostaną pełnej lekcji na przyszłość.

Dla pasażerów najważniejsze będą wyniki badań i możliwość bezpiecznego powrotu do krajów. Repatriacja obywateli różnych państw wymaga koordynacji, która rzadko jest widoczna dla opinii publicznej. W kryzysie sanitarnym logistyka bywa równie trudna jak sama medycyna.

Firma obsługująca jednostkę będzie musiała zmierzyć się także z konsekwencjami wizerunkowymi. Wycieczkowiec kojarzony z zakażeniami i zgonami długo pozostaje w pamięci klientów. Nawet skuteczna dezynfekcja nie usuwa od razu lęku przed kolejnym rejsem.

Teneryfa uniknęła chaotycznego zejścia pasażerów na ląd, ale zapłaciła za to politycznym spięciem między władzami. Gdy w porcie pojawia się statek z wirusem, decyzje muszą zapadać szybciej niż konferencje prasowe. Właśnie dlatego ten przypadek może wracać jako przykład zarządzania kryzysem.

Udostępnij to 👇