Na prawicy trwa cicha rozgrywka o fotel premiera, choć oficjalne ustalenia nadal wskazują Przemysława Czarnka. Za zamkniętymi drzwiami coraz częściej ma jednak padać inne nazwisko. W centrum tej gry pojawia się Zbigniew Bogucki, człowiek z otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego.
To układanka, która może zmienić przyszłość całej prawicy. Bo jeśli przyszłego premiera wskaże Pałac, a nie partyjna centrala, polityczne napięcie tylko wzrośnie.
Oficjalny kandydat i nieoficjalne wątpliwości
Jarosław Kaczyński wskazał Przemysława Czarnka jako przyszłego kandydata na premiera. W partii to ustalenie formalnie obowiązuje i nikt publicznie go nie podważa. Politycy PiS z różnych frakcji unikają otwartej krytyki tej decyzji.
Problem zaczyna się w kuluarach. Według relacji opisywanych przez Rzeczpospolitą coraz więcej osób ma widzieć w roli szefa rządu kogoś innego. Nikt nie chce mówić tego pod nazwiskiem, bo nie zamierza osłabiać Czarnka.
Sama ostrożność rozmówców jest jednak znacząca. Gdy oficjalny kandydat naprawdę nie budzi wątpliwości, zaplecze zwykle mówi jednym głosem. Tutaj w tle słychać coraz więcej zastrzeżeń.
Prawica szuka postaci, która mogłaby nie tylko stanąć na czele rządu, ale też połączyć różne środowiska. To zadanie znacznie trudniejsze niż samo partyjne wskazanie. Dlatego nazwisko z Pałacu Prezydenckiego zaczyna przyciągać uwagę.
Zbigniew Bogucki wyrasta na człowieka środka
Zbigniew Bogucki jest szefem kancelarii prezydenta. Odpowiada za kwestie prawne i uzasadnia część prezydenckich wet. Po sejmowych wystąpieniach ma zbierać głośne oklaski wśród polityków prawej strony.
Rozmówcy opisują go jako człowieka pracowitego i lojalnego wobec Kaczyńskiego oraz Nawrockiego. To ważne, bo w polityce lojalność wobec jednego ośrodka często oznacza dystans wobec drugiego. Bogucki ma być w tej układance wyjątkiem.
Znaczenie ma również to, że cieszy się szacunkiem Konfederacji. W obecnym układzie parlamentarnym taki atut może być bardzo ważny. Prawica, która chce budować większość, musi patrzeć szerzej niż tylko na własny klub.
Właśnie dlatego Bogucki przedstawiany jest jako potencjalny pomost. Nie wzbudza takich emocji jak Czarnek czy Morawiecki. Dla części polityków może to być jego największa zaleta.
Pałac Prezydencki może mieć decydujący głos
Według jednego z polityków PiS przyszłego premiera wskaże prezydent, nie prezes partii. To zdanie brzmi jak polityczna bomba, bo przesuwa ciężar decyzji z Nowogrodzkiej do Pałacu Prezydenckiego. Jeśli taki scenariusz się potwierdzi, układ sił na prawicy wyraźnie się zmieni.
Karol Nawrocki jako prezydent ma własne zaplecze i własną logikę działania. Kandydat na premiera bliski Pałacowi mógłby lepiej spinać prezydenckie decyzje z przyszłym rządem. Dla partii byłaby to jednak sytuacja wymagająca dużej dyscypliny.
Bogucki ma być postacią, która nie odstrasza potencjalnych partnerów. To szczególnie ważne wobec Konfederacji, bez której prawicy może być trudno zbudować pełny projekt władzy. W takim układzie emocje wokół Czarnka stają się realnym problemem.
Nie oznacza to, że oficjalna decyzja została już zmieniona. Oznacza jednak, że w tle toczy się gra o bardzo wysoką stawkę. Każdy sygnał z Pałacu i PiS będzie teraz czytany pod tym kątem.
Prawica szuka kandydata, który nie podzieli obozu
Największym wyzwaniem dla PiS jest dziś znalezienie twarzy zdolnej połączyć różne nurty prawicy. Przemysław Czarnek ma silną rozpoznawalność i twarde zaplecze, ale budzi też wyraźne emocje. To może mobilizować jednych, a odstraszać innych.
Zbigniew Bogucki jest opisywany jako mniej konfliktowy wariant. Jego przewaga miałaby polegać na akceptowalności dla kilku ośrodków naraz. W polityce czasem właśnie brak ostrego sprzeciwu jest największym kapitałem.
Jeżeli Pałac rzeczywiście zacznie mocniej promować własnego człowieka, partia będzie musiała zdecydować, czy trzyma się wcześniejszych deklaracji. Publicznie nikt nie chce osłabiać Czarnka. Prywatnie jednak kalkulacje mogą wyglądać inaczej.
Ta historia dopiero się rozwija, ale już teraz pokazuje napięcie po prawej stronie. Oficjalnie wszystko jest ustalone, a nieoficjalnie coraz więcej osób patrzy w stronę Boguckiego. To wystarczy, by pytanie o przyszłego premiera znów stało się otwarte.









