TVP poświęciła zbiórce Łatwoganga tylko chwilę? Internauci nie kryją wściekłości po rekordowej akcji

Zbiórka Łatwoganga na walkę z rakiem przebiła granicę 250 mln zł i stała się jednym z największych internetowych wydarzeń charytatywnych w Polsce. Mimo tego Telewizja Polska w likwidacji miała potraktować ją marginalnie. Organizatorzy i widzowie nie ukrywają rozgoryczenia.

Największe emocje budzi zarzut, że antena dała akcji około 10 sekund i nie pokazała kodu QR do wpłat. Przy takiej skali pomocy trudno się dziwić, że wybuchła burza.

Rekordowa akcja poruszyła Polaków

Piotr Łatwogang Garkowski przez dziewięć dni prowadził stream na YouTube. Podczas transmisji słuchano utworu Diss na raka Bedoesa i 11-letniej Mai. Dochód z wyświetleń oraz wpłaty widzów miały trafić na pomoc dzieciom i osobom walczącym z nowotworami.

Akcja przerosła oczekiwania i zakończyła się wynikiem ponad 250 mln zł. W zbiórkę zaangażowały się tysiące zwykłych Polaków, gwiazdy, sportowcy i firmy. Wśród wymienianych osób pojawił się między innymi Robert Lewandowski.

Skala przedsięwzięcia sprawiła, że nie była to już niszowa inicjatywa internetowa. To wydarzenie stało się częścią ogólnopolskiej rozmowy o pomaganiu. Tym bardziej zaskoczyła reakcja mediów publicznych.

Organizatorzy liczyli na realne wsparcie antenowe. Przy takim zasięgu telewizja mogła pomóc dotrzeć do osób spoza internetu, zwłaszcza starszych widzów. Według relacji tak się jednak nie stało.

Łatwogang mówi o telewizyjnej porażce

Według opisanych relacji TVP w likwidacji miała poświęcić akcji zaledwie około 10 sekund anteny. Nie pokazano kodu QR do wpłat. Materiał miał skupić się głównie na wątkach politycznych.

Sam Łatwogang nie krył rozgoryczenia podczas streamu. Mówił, że organizatorzy prosili o kod QR dla starszych osób i przygotowali dłuższą rozmowę. Ostatecznie z tego przekazu miało trafić na antenę bardzo niewiele.

To szczególnie drażliwe, bo zbiórka dotyczyła chorych na nowotwory. Widzowie mogli uznać, że publiczna telewizja powinna potraktować taki temat z większą powagą. Zamiast tego pojawiło się poczucie lekceważenia.

Gniew był tym większy, że akcja biła rekordy i angażowała ogromną społeczność. Kiedy ludzie widzą setki milionów złotych zebrane w internecie, oczekują, że media ogólnopolskie zauważą ten wysiłek. Kilkanaście sekund trudno uznać za wystarczającą reakcję.

Porównania z WOŚP zaostrzyły dyskusję

W komentarzach pojawił się zarzut podwójnych standardów. TVP w likwidacji regularnie i szeroko promuje inne akcje charytatywne, w tym Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka. W przypadku zbiórki Łatwoganga wsparcie miało być symboliczne.

Takie porównanie natychmiast podgrzewa emocje. Nie chodzi o odbieranie znaczenia WOŚP, ale o pytanie, dlaczego jedna wielka akcja dostaje szerokie miejsce, a inna tylko krótką wzmiankę. Dla widzów to kwestia sprawiedliwości i konsekwencji.

Zbiórka Łatwoganga była skierowana mocno do młodszych odbiorców i prowadzona w internecie. Być może właśnie dlatego część tradycyjnych mediów nie doceniła jej wagi. Jeśli tak, byłby to poważny błąd rozpoznania społecznych emocji.

Internet pokazał, że potrafi budować ogromne akcje bez klasycznej telewizji. Telewizja, ignorując taki fenomen, ryzykuje utratę kontaktu z młodszą publicznością. To może być lekcja bolesna, ale potrzebna.

Rekord zostanie, ale niesmak także

Najważniejszy efekt zbiórki jest bezdyskusyjny: ogromne pieniądze trafią na walkę z rakiem. To sukces organizatorów, darczyńców i wszystkich, którzy pomogli nagłośnić akcję. Ten wynik pozostanie ważniejszy niż medialne potknięcia.

Nie zmienia to jednak faktu, że sposób pokazania akcji przez TVP stał się osobnym tematem. Dla wielu osób był to symbol niezrozumienia tego, czym dziś żyje społeczeństwo. Gdy internet mobilizuje miliony, antena publiczna nie może udawać, że nic wielkiego się nie dzieje.

Sprawa pokazuje też napięcie między nowymi mediami a tradycyjną telewizją. Streamerzy i ich społeczności potrafią działać szybciej, mocniej i bardziej emocjonalnie. Telewizja musi zdecydować, czy chce za tym nadążyć.

Zbiórka Łatwoganga zakończyła się rekordem, ale zostawiła po sobie także pytanie o rolę mediów publicznych. Jeśli misją jest służba widzom, to przy takiej akcji trudno było ograniczyć się do kilku sekund. Dlatego ta krytyka jeszcze długo może wracać.

Udostępnij to 👇