Dmytro Jarosz opublikował wpis, który uderza prosto w najczulszy punkt polsko-ukraińskiego sporu o historię. Były lider Prawego Sektora zwrócił się do Polaków po oburzeniu wokół decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nazwie jednej z jednostek wojskowych. W jego słowach pojawiło się porównanie Polaków do okupantów na ukraińskiej ziemi.
To nie jest tylko kolejna internetowa deklaracja. Wpis łączy ostrzeżenia, historyczne pretensje i wizję polityczno-wojskowej unii Polski, Litwy i Ukrainy.
Jarosz odpowiada po burzy wokół UPA
Dmytro Jarosz to dowódca Ukraińskiej Ochotniczej Armii i były lider środowisk nacjonalistycznych. Jego wpis odnosi się do oburzenia w Polsce po decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”.
Ten kontekst od razu nadał sprawie wyjątkowo ostrą temperaturę. Dla wielu Polaków sama nazwa związana z UPA dotyka pamięci Wołynia, dlatego reakcja Jarosza nie została odebrana jak zwykła obrona ukraińskiej symboliki.
Jarosz przekonywał, że ukraińska armia jest tarczą broniącą Polski i reszty Europy przed rosyjską armią. W jego ocenie bez Ukrainy różne wcielenia imperium moskiewskiego zmiażdżyłyby Polaków w ciągu kilku tygodni.
Apel do polskiego rządu i groźnie brzmiące ostrzeżenie
Dalej Jarosz zaapelował do polskiego rządu, aby nie koncentrował się na przeszłości i dał szansę przyszłości. Do tego dodał dramatyczne ostrzeżenie, że w przeciwnym razie Polacy mogą zejść ze sceny historii i stać się beznarodową resztką bez własnej tożsamości.
Tak postawiona teza wykracza daleko poza dyplomatyczny spór o nazwy i symbole. Jarosz nie tylko broni ukraińskiej narracji, ale stawia Polakom warunek dotyczący tego, jak mają patrzeć na przeszłość.
Najbardziej zapalne okazały się słowa o tym, że Polacy powinni przyjąć, iż w przeszłości byli okupantami na ukraińskiej ziemi, tak jak dziś są nimi Rosjanie. Jarosz pisał również, że Ukraińcy mieli i nadal mają absolutne prawo niszczyć najeźdźców i agresorów na swojej ziemi.
Między ostrą pretensją a wizją sojuszu
Wpis Jarosza zawierał także zapewnienie, że nie chce być wrogo nastawiony do Polaków. Ten fragment mocno kontrastuje z wcześniejszymi zdaniami, bo po oskarżeniach i ostrzeżeniach pojawia się deklaracja marzenia o wojskowo-politycznej unii Polski, Litwy i Ukrainy.
Taki układ sprawia, że przekaz brzmi jednocześnie jak apel o wspólną przyszłość i twarde żądanie uznania ukraińskiej wersji historii. Politycznie to mieszanka wyjątkowo wybuchowa, bo dotyczy bezpieczeństwa, tożsamości i pamięci o konflikcie, którego w Polsce nie da się sprowadzić do jednego hasła.
Jarosz ostrzegł też, że brak akceptacji dla jego spojrzenia osłabi zarówno Polskę, jak i Ukrainę. W najbardziej dramatycznym fragmencie stwierdził, że nie można wykluczyć kolejnego podziału Polski między mocarstwa tego świata.
Biografia Jarosza dodaje sprawie ciężaru
Znaczenie tej wypowiedzi wzmacnia polityczny życiorys autora. Jarosz był jednym z założycieli paramilitarnej organizacji „Tryzub” imienia Stepana Bandery w 1994 roku.
W listopadzie 2013 roku należał także do inicjatorów powołania Prawego Sektora, który skupiał środowiska nacjonalistyczne. Dlatego jego wpis nie jest odbierany wyłącznie przez pryzmat jednego internetowego komentarza, ale również przez historię działalności autora.
Cała sprawa trafia w moment, gdy w Polsce rośnie napięcie wokół ukraińskich gestów związanych z UPA. Jeśli słowa Jarosza zaczną żyć własnym politycznym życiem, presja na polskich polityków w sprawie relacji z Kijowem może stać się jeszcze ostrzejsza.









