Wildstein uderza w Czarzastego i Giertycha. Pisze o tandemie który ma pomagać układowi Tuska

Dawid Wildstein bierze na cel duet który na pierwszy rzut oka wygląda jak polityczne przeciwieństwo. Roman Giertych i Włodzimierz Czarzasty zostali przez niego pokazani jako dwie różne twarze tego samego mechanizmu. Stawka jest wysoka bo publicysta łączy ich działania z atakiem na prezydenta i osłabianiem państwa.

W tle pojawia się Donald Tusk postkomunistyczny układ oraz Rosja. To nie jest łagodna analiza lecz polityczny akt oskarżenia w którym każde nazwisko niesie ciężar.

Dwa różne kostiumy jedna polityczna robota

Wildstein zaczyna od kontrastu który ma natychmiast przyciągać uwagę. Giertych jest opisany jako polityk eksponujący katolicyzm i przywiązanie do tradycji narodowych. Czarzasty występuje u niego jako internacjonalistyczny komunista pokazujący swoją postępowość i bliskość tęczowych symboli.

W tej ostrej publicystycznej ramie różnice światopoglądowe nie mają jednak decydować o istocie sprawy. Autor przekonuje że obaj politycy sprawnie współpracują jak sojusznicy. Ich wspólnym mianownikiem ma być realizowanie celów związanych z Donaldem Tuskiem i postkomunistycznym układem.

To właśnie ten układ Wildstein nazywa nadrzędnym punktem odniesienia dla obu bohaterów tekstu. Według niego nie chodzi tylko o bieżącą walkę partyjną. Chodzi o ochronę środowiska które miało zachować wpływy po dawnym systemie.

Najmocniej brzmi zarzut że tandem Czarzasty i Giertych pokazuje prawdę o nihilistycznym populizmie Tuska. Wildstein pisze o liberalizmie udawanym i postpolitycznym. Jednocześnie stawia tezę że obecny układ władzy jest mocno zinfiltrowany przez Rosję.

Atak na prezydenta ma według Wildsteina konkretną funkcję

Pierwszym zadaniem Giertycha i Czarzastego ma być atakowanie prezydenta oraz jego środowiska. Wildstein rozdziela ich role bo każdy ma działać w innej przestrzeni. Giertych ma według niego pracować przede wszystkim w internecie i mediach.

Publicysta przypisuje Giertychowi aktywizowanie agresywnych farm trolli oraz internetowych środowisk związanych z Sokiem z Buraka. Pisze też o kampaniach nienawiści wymierzonych w Karola Nawrockiego. W tej opowieści celem mają być również członkowie jego rodziny w tym żona i córka.

Wildstein zarzuca Giertychowi podtrzymywanie emocji i budowanie skojarzeń które mają uderzać w Nawrockiego. Wskazuje na przekaz łączący prezydenta z przestępczością oraz nielegalnymi używkami. Tak opisany mechanizm ma działać na najbardziej twardy elektorat Platformy Obywatelskiej.

Autor przechodzi następnie od internetu do tradycyjnych mediów. Przypomina taśmy Giertycha i ustalenia dziennikarskie dotyczące Polnordu. Wspomina także medialną listę Giertycha oraz nazwiska Kamila Dziubki Moniki Olejnik i Wysockiej-Schnepf jako osób znanych z mediów sprzyjających obecnej władzy.

Narracja o uzurpatorze i ciężki zarzut delegitymizacji

Wątek wyborów i prezydentury Nawrockiego jest w tekście Wildsteina szczególnie ostry. Publicysta pisze że Giertych miał szerzyć narrację o sfałszowanych wyborach. Określa ją jako destabilizującą i napisaną na Kremlu.

Według Wildsteina ten przekaz nie wygasł całkowicie po zaprzysiężeniu Nawrockiego. Ma być dziś słabszy niż wcześniej ale wciąż niebezpieczny. Autor porównuje jego potencjał do wcześniejszych opowieści o spisku Kamratów.

Najważniejszy zarzut polega na tym że Nawrocki nie ma być przedstawiany tylko jako zły prezydent. Wildstein twierdzi że ta narracja buduje obraz uzurpatora. W takim ujęciu jedyną reakcją ma stawać się nienawiść bunt i dążenie do odsunięcia go od funkcji.

Publicysta nazywa to strategią delegitymizacji jednego z najważniejszych elementów państwa. Chodzi o urząd prezydenta oraz ośrodek współtworzący polską strukturę bezpieczeństwa. W takim ujęciu spór polityczny przestaje być zwykłą walką o wpływy i zaczyna dotykać odporności państwa.

Czarzasty jako marszałek i zarzut politycznej siły

Rola Czarzastego została opisana inaczej niż rola Giertycha. Wildstein twierdzi że marszałek działa na poziomie instytucji państwa. Ma wykorzystywać procedury interpretacje prawne oraz siłę urzędu.

Autor zarzuca Czarzastemu atakowanie prezydenta przez działania wokół Sejmu. Jako przykład podaje wysyłanie prezydenckich projektów do sejmowej zamrażarki. Według tej oceny miało to wyglądać na ostentacyjne pomijanie realnej oceny tych inicjatyw.

W tekście pojawia się też wyjątkowo mocne słowo dotyczące pseudoślubowania neosędziów Trybunału Konstytucyjnego. Wildstein nazywa takie działanie putinadą i opisuje je jako pokaz czystej przemocy władzy. Ma ono według niego demonstrować możliwość łamania konstytucji procedur i prawa.

Konsekwencja ma być szersza niż jeden spór o projekty ustaw albo Trybunał Konstytucyjny. Publicysta pisze o ograniczaniu możliwości działania ośrodka prezydenckiego. Dodaje że takie ruchy mogą paraliżować kluczowe części polskiego państwa.

Postkomunistyczne korzenie i rosyjski cień w finale tekstu

Najdalej idąca część tekstu dotyczy wspólnego zaplecza politycznego obu postaci. Wildstein twierdzi że Czarzasty i Giertych są podobni mimo różnych masek ideologicznych. Według niego ich bliskość jest starsza niż współpraca w obecnym obozie władzy.

Autor pisze o PRL-owskiej oligarchii oraz postkomunizmie który miał pozwolić dawnemu układowi zachować wpływy po 1989 roku. W tym kontekście przywołuje Czarzastego i ojca Giertycha. Zarzuca im zachwyt nad Wojciechem Jaruzelskim i usprawiedliwianie stanu wojennego.

Wildstein rozwija tę linię przez obraz środowisk patrzących z podziwem na Wschód. Pisze o ludziach z tamtego kręgu obecnych w otoczeniu obu polityków i o wielbicielach Moskwy. W jego ocenie rzekome różnice ideologiczne mają maskować wspólny nihilizm.

Finał jest wyjątkowo mocny bo autor nazywa Czarzastego i Giertycha narzędziami postkomunizmu. Według tej tezy postkomunizm dociera dzięki nim do różnych grup i wikła społeczeństwo w układ interesów. Wildstein kończy oskarżeniem że właśnie takich ludzi potrzebuje Donald Tusk aby przetrwać.

Udostępnij to 👇