Zielona transformacja miała ratować świat. W tle pada pytanie, kto naprawdę zarabia na rachunkach za energię

Adam Gniewecki opisuje zwrot w debacie klimatycznej, w której dawny alarmizm coraz częściej zderza się z cenami energii, przemysłem i interesami mocarstw. W jego ujęciu Bill Gates złagodził ton, Davos zaczęło mówić o węglu, gazie i atomie, a Europa została z kosztownymi celami redukcji emisji. Najmocniej brzmi pytanie, czy zielona transformacja jest wyłącznie planem ratowania planety, czy także wielkim mechanizmem finansowym.

W tekście pojawiają się liczby, polityczne zwroty i ostre oceny unijnego kursu. Autor pokazuje spór o CO2, rolę USA i Chin oraz konsekwencje dla europejskiej gospodarki.

Bill Gates miał złagodzić ton, a dla klimatycznych środowisk to bolesny sygnał

Gniewecki zaczyna od Billa Gatesa, którego przedstawia jako jedną z ważnych postaci dotychczasowej debaty klimatycznej. Przypomina, że współzałożyciel Microsoftu w 2021 roku opublikował książkę o uniknięciu katastrofy klimatycznej. Gates miał wtedy przedstawiać plan wyzerowania emisji gazów cieplarnianych i wzywać bogate kraje do dążenia do zerowej emisji netto.

W ujęciu Gnieweckiego w 2025 roku Gates przedstawił stanowisko, które wyraźnie obniża dramatyczny ton wcześniejszej debaty. Miał stwierdzić, że zmiany klimatu przyniosą poważne konsekwencje, zwłaszcza dla najbiedniejszych krajów. Jednocześnie miał uznać za błąd twierdzenie, że kryzys klimatyczny oznacza koniec świata.

Gniewecki podkreśla, że w nowym podejściu Gatesa klimat ma być rozpatrywany obok jakości życia, zdrowia, ubóstwa i rozwoju. Priorytetem miałoby stać się łagodzenie skutków zmian klimatu, a nie wyłącznie samo powstrzymywanie temperatury i emisji. W tej wersji sporu przesadny alarmizm prowadzi do nieefektywnego wydawania zasobów.

Autor zauważa też reakcję krytyków tego zwrotu. Wskazuje, że część naukowców i aktywistów miała zarzucać Gatesowi tworzenie fałszywej dychotomii między walką z biedą a działaniami klimatycznymi. Według Gnieweckiego właśnie ta reakcja pokazuje, jak nerwowy stał się spór o priorytety.

Davos usłyszało słowa o energii, których wielu uczestników nie chciało słyszeć

Kolejny wątek dotyczy tegorocznego World Economic Forum w Davos. Autor zwraca uwagę, że nie pojawił się tam Klaus Schwab, a funkcję tymczasowych współprzewodniczących pełnili Larry Fink z BlackRock oraz Andre Hoffmann z Roche Holding AG. Ten szczegół służy mu do pokazania zmiany tonu w miejscu kojarzonym z globalnymi hasłami.

Według relacji Gnieweckiego Larry Fink mówił o powrocie do energetyki węglowej, gazowej i atomowej. Powodem miała być niestabilność i niewystarczająca wydajność odnawialnych źródeł energii. W tle pojawiło się rosnące zapotrzebowanie związane ze sztuczną inteligencją, robotyzacją i automatyzacją.

Autor przywołuje też wystąpienie amerykańskiego sekretarza handlu Howarda Lutnicka. Lutnick miał zapowiadać, że amerykańska administracja jedzie do Davos burzyć status quo. Podczas kolacji dla uczestników Forum miał powiedzieć, że globalizm zawiódł, a Net Zero uzależniło Europę od Chin.

Najostrzej wybrzmiało pytanie, dlaczego Europa miałaby zgodzić się na Net Zero, skoro nie produkuje nawet baterii. Według opisu tekstu Lutnick został wygwizdany, a sytuację miał łagodzić Larry Fink. Ten epizod ma pokazywać, że rozmowa o klimacie coraz częściej staje się rozmową o przemyśle i zależności gospodarczej.

CO2 staje się symbolem sporu, w którym liczby mieszają się z polityką

Gniewecki przypomina definicję globalnego ocieplenia jako wzrostu średniej rocznej temperatury powierzchni Ziemi. Odwołuje się też do raportów IPCC i wskazuje wzrost temperatury o około 1,1 stopnia Celsjusza lub więcej wobec lat 1850-1900. Jednocześnie zaznacza, że spór dotyczy nie tylko temperatury, ale też skali wpływu człowieka.

W tekście wymienione są najważniejsze gazy cieplarniane. Dwutlenek węgla ma odpowiadać za około 70-80 procent wpływu człowieka na klimat, metan za około 15-20 procent globalnego ocieplenia, a podtlenek azotu za około 6 procent ocieplenia. Autor zwraca uwagę także na parę wodną jako naturalny gaz cieplarniany wzmacniający ocieplenie.

Następnie pokazuje zarzut dotyczący sposobu podawania informacji. W przypadku CO2 mówi się o udziale we wpływie człowieka na klimat, a przy innych gazach o udziale w globalnym ociepleniu. Gniewecki traktuje tę różnicę jako przykład niejasności, która napędza spór.

Ważnym elementem są też głosy sceptyków wobec alarmizmu. Autor przywołuje list 500 naukowców z końca września 2019 roku do ONZ, w którym apelowano o politykę klimatyczną opartą na nauce, ekonomii i trosce o ludzi dotkniętych kosztami transformacji. Wymienia również badaczy kwestionujących dominującą rolę CO2 lub wskazujących na niedoszacowanie czynników naturalnych.

Zielony Ład ma konkretne cele, ale Gniewecki widzi jeszcze konkretniejsze koszty

Unijny Zielony Ład zostaje w tekście opisany jako podstawa obecnej polityki klimatycznej UE. Autor wskazuje cel neutralności klimatycznej do 2050 roku oraz redukcję emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 55 procent do 2030 roku wobec 1990 roku. Wspomina też o zaakceptowanym celu redukcji emisji netto o 90 procent do 2040 roku.

Narzędzia wymienione przez Gnieweckiego są dobrze znane z unijnej debaty. Chodzi o zwiększanie udziału OZE, system handlu uprawnieniami do emisji oraz graniczną opłatę węglową. W jego ocenie te mechanizmy mają ogromne znaczenie dla przemysłu i kosztów energii.

Najbardziej uderzające są jego wyliczenia dotyczące miejsca Europy w światowej emisji. Wkład krajów unijnych w światową produkcję CO2 ma wynosić około 8 procent. Autor zestawia to z tezą, że cena energii w Europie jest o 150 procent wyższa niż w USA.

W tym ujęciu transformacja nie jest tylko kwestią środowiska. Staje się pytaniem o konkurencyjność, rachunki, produkcję i zdolność Europy do utrzymania przemysłu. Dlatego Gniewecki tak mocno uderza w ETS, który przedstawia jako kosztowny mechanizm obciążający firmy.

USA i Chiny rozgrywają energię inaczej, a Europa zostaje z trudnym rachunkiem

Gniewecki przeciwstawia europejski kurs polityce Stanów Zjednoczonych. Przypomina pierwszą kadencję Donalda Trumpa, wyjście z Porozumienia Paryskiego oraz wsparcie dla paliw kopalnych. Wspomina też ponowny zwrot po Joe Bidenie i zapowiedzi Trumpa z pierwszego dnia drugiej kadencji.

W tekście USA są pokazane jako państwo, które traktuje energię jako element siły gospodarczej i politycznej. Administracja Trumpa miała łagodzić normy środowiskowe, otwierać tereny federalne pod wydobycie ropy i gazu oraz promować koncepcję energy dominance. To ma być dowód, że największa gospodarka świata nie odrywa klimatu od kosztów energii.

Chiny Gniewecki opisuje jeszcze inaczej. Według niego budują wszystko naraz, czyli rozwijają OZE, atom i tradycyjne źródła, nie rezygnując z węgla. W tym kontraście Europa wypada jako gracz najbardziej związany własnymi regulacjami.

Końcowa teza jest ostra i podporządkowana pytaniu o prawdziwy rachunek transformacji. Jeśli globalne inwestycje w stabilne źródła energii pozostają ogromne, a wiatr i słońce dają znacznie mniejszą część prądu niż źródła stabilne, rachunek transformacji staje się politycznym problemem. Właśnie dlatego w centrum sporu są pieniądze, przemysł i władza, a nie tylko hasła o ratowaniu planety.

Udostępnij to 👇