ZUS chce zatrzymać groszowe emerytury. Seniorzy z wypłatą za 2 grosze usłyszeli, że system dłużej tego nie udźwignie

Zakład Ubezpieczeń Społecznych znów znalazł się w centrum sporu, bo na stole wrócił temat emerytur groszowych. Chodzi o świadczenia tak niskie, że koszt ich przelewu potrafi przewyższać samą wypłatę dla emeryta. Najmocniej działa jedna liczba: najniższe wypłacane świadczenie wynosi obecnie 2 grosze.

Była szefowa ZUS Gertrud Uścińska przekonywała, że taki mechanizm powinien zostać zlikwidowany już dawno. Propozycja zakładała wprowadzenie minimalnego okresu zatrudnienia albo wymogu zebrania kapitału emerytalnego. Sprawa uderza w nerw, bo pokazuje system, w którym nawet jeden dzień pracy może otworzyć prawo do comiesięcznej wypłaty.

Emerytury groszowe wróciły jako problem kosztów, nie wielkich kwot

ZUS mierzy się ze świadczeniami, których wysokość jest mniejsza niż koszt ich obsługi. W praktyce państwo wykonuje przelewy, które dla emeryta mają wartość symboliczną. Dla instytucji oznaczają jednak powtarzalną pracę i wydatki administracyjne.

W centrum sprawy są tak zwane emerytury groszowe. Według opisywanego planu ZUS miałby zrobić z nimi porządek i ograniczyć pojawianie się nowych przypadków. Problem nie polega na tym, że pojedyncza wypłata jest wysoka, lecz na tym, że system musi ją obsługiwać miesiąc po miesiącu.

Najniższe wypłacane przez urząd świadczenie wynosi obecnie 2 grosze. Ten przykład najmocniej pokazuje absurd, o którym mówią zwolennicy zmian. Jeżeli koszt przelania pieniędzy przewyższa samą kwotę emerytury, ZUS widzi w tym obciążenie bez realnego efektu dla sytuacji seniora.

Gertrud Uścińska, była kierująca ZUS-em, wskazywała, że takie świadczenia powinny zostać zlikwidowane już wcześniej. Jej zdaniem obsługa generuje wyłącznie koszty. Podkreślała też, że po zabraniu takiego świadczenia sytuacja emeryta właściwie się nie zmieni.

Jeden dzień pracy może dziś otworzyć prawo do wypłaty

Najbardziej uderzający mechanizm dotyczy warunku nabycia prawa do emerytury. Według wypowiedzi byłej prezes ZUS wystarczy pracować zaledwie jeden dzień, aby po osiągnięciu wieku emerytalnego otrzymywać 2 grosze miesięcznie. To właśnie ten przykład stał się symbolem systemowego problemu.

Uścińska nazywała emerytury groszowe ogromnym problemem dla instytucji. W jej ocenie rząd powinien był wprowadzić stosowne zmiany, zamiast pozwalać na narastanie zjawiska. Takie stanowisko pokazuje, że w tle nie chodzi o jednego seniora, lecz o zasady przyznawania świadczeń.

Proponowane rozwiązanie zakładało, aby prawo do emerytury otwierał określony okres zatrudnienia. Uścińska wskazywała przykłady z wielu krajów Unii Europejskiej, gdzie mowa o 5, 10 albo 15 latach. Alternatywnie warunkiem mógłby być zebrany kapitał emerytalny.

Taki kierunek oznaczałby zmianę logiki systemu. Sam fakt krótkiego epizodu pracy nie wystarczałby do powstania nowego prawa do świadczenia. Dla ZUS byłby to sposób na zatrzymanie napływu kolejnych emerytur liczonych w groszach.

Dane pokazują, że niskie świadczenia nie są marginesem

Problem emerytur groszowych pojawia się obok szerszej informacji o bardzo niskich świadczeniach. W 2020 roku emeryturę mniejszą niż ustawowe 1250,88 zł pobierało ponad 330 tys. osób. Ta liczba pokazuje, że niskie wypłaty nie są wyłącznie ciekawostką administracyjną.

Seniorzy z niskimi świadczeniami nie należą do grupy, której żyje się najlepiej. Podkreślono również, że nie zmieni tego czternasta emerytura. To ważny kontrast, bo debata o groszowych wypłatach dotyczy kosztów ZUS, ale w tle są realne obawy starszych osób.

ZUS chce oddzielić problem symbolicznych wypłat od praw już nabytych. Propozycja Uścińskiej zakładała zachowanie tych praw nawet przy najniższej emeryturze w wysokości 2 groszy. To oznacza, że obecni odbiorcy takich świadczeń nadal mieliby otrzymywać swoje pieniądze.

Najważniejsza zmiana dotyczyłaby nowych osób wchodzących do systemu. Chodzi o to, aby nie pojawiały się kolejne prawa do skrajnie niskich świadczeń. Taki wariant pozwala mówić o zatrzymaniu problemu bez natychmiastowego odbierania już przyznanych groszowych wypłat.

Nowe kierownictwo ZUS ma przed sobą politycznie drażliwą decyzję

Nowa ekipa rządząca instytucją stoi przed pytaniem, czy będzie chciała rozprawić się z groszowymi świadczeniami. To nie jest tylko techniczna poprawka w systemie. Każda decyzja dotycząca emerytur natychmiast budzi emocje, nawet gdy mowa o kwotach symbolicznych.

Z perspektywy ZUS argument kosztowy jest prosty. Instytucja obsługuje świadczenia, które potrafią być niższe niż koszt przelewu. Z perspektywy seniorów sama zapowiedź wstrzymywania wypłat brzmi jednak jak sygnał, że państwo zaczyna szukać oszczędności w emeryturach.

Dlatego komunikacja będzie tu równie ważna jak sama zmiana. Jeżeli prawa nabyte mają zostać zachowane, trzeba jasno pokazać różnicę między obecnymi emerytami a przyszłymi przypadkami. Bez tego temat 2 groszy łatwo zamieni się w opowieść o odbieraniu pieniędzy starszym ludziom.

Na razie wiadomo, że plan Uścińskiej dotyczył minimalnego okresu zatrudnienia albo kapitału emerytalnego oraz zatrzymania nowych groszowych świadczeń. Wiadomo też, że obecne najniższe świadczenie wynosi 2 grosze. To wystarczy, by ZUS znalazł się pod presją pytań o oszczędności, sens systemu i granicę między prawem do emerytury a kosztowną fikcją wypłaty.

Udostępnij to 👇