60-latek wyszedł ze szpitala o świcie. Kilka godzin później już nie żył, a rodzina pyta o wypis

Noc w szpitalu miała przynieść poprawę, ale dla rodziny pana Wojciecha zakończyła się dramatem. 60-latek opuścił placówkę nad ranem, a jego bliscy twierdzą, że wyglądał bardzo źle i miał problemy ze świadomością. Kilka godzin później mężczyzna już nie żył.

W dokumentacji pojawiają się godziny, wyniki badań, zaburzenia elektrolitowe i decyzja o wypisie. Rodzina uważa, że pacjent nie powinien zostać wypuszczony, a cała sprawa budzi pytania o procedury i odpowiedzialność. Sprawdź, co wydarzyło się po wypisie ze szpitala im. Rydygiera.

Syn czekał na telefon ze szpitala. Rano sam musiał szukać ojca

Pan Wojciech trafił do szpitala im. Rydygiera po wieczornej interwencji ratowników medycznych. Jego syn zostawił personelowi numer telefonu i oczekiwał informacji o stanie ojca. Mijały jednak kolejne godziny, a telefon ze szpitala nie nadchodził.

Dopiero następnego ranka syn sam dodzwonił się do 60-latka. Ojciec przekazał, że opuścił już szpital, ale nie potrafił powiedzieć, kiedy dokładnie został wypisany. Zaniepokojony syn natychmiast pojechał pod placówkę.

Na miejscu zastał ojca stojącego przy betonowym murku niedaleko budynku szpitala. Według dokumentacji medycznej wypis nastąpił 5 maja o godzinie 07:14. Ten zapis stał się jednym z kluczowych elementów rodzinnych pytań.

Rodzina twierdzi, że stan mężczyzny był bardzo zły

Bliscy relacjonują, że 60-latek wyglądał bardzo źle. Miał problemy ze świadomością, a jego ubrania były zakrwawione. Rodzina podkreśla, że to właśnie stan psychiczny miał być powodem wezwania pogotowia.

W dokumentacji jako przyczynę przyjęcia wskazano jednak ból nadbrzusza. Lekarze mieli uznać, że pacjent jest stabilny i może wrócić do domu. To rozbieżność, która dla bliskich brzmi dziś szczególnie bolesnie.

W karcie informacyjnej odnotowano stan „średni”, niski poziom potasu oraz zaburzenia elektrolitowe. W szpitalu wykonano USG, nawodniono pacjenta i uzupełniono elektrolity. Po zakończeniu obserwacji mężczyzna opuścił placówkę.

Powrót na SOR i nagłe pogorszenie. Dramat rozegrał się tego samego dnia

Jeszcze tego samego dnia przed południem do szpitala przyjechała była żona pana Wojciecha, pani Irena. Po rozmowie z rzeczniczką praw pacjenta miała usłyszeć, że mężczyzna powinien ponownie trafić na SOR. Rodzina zaczęła więc organizować dalszą pomoc.

Stan 60-latka miał się jednak gwałtownie pogorszyć. Historia, która rano wyglądała jak kontrowersyjny wypis, kilka godzin później zamieniła się w tragedię. Bliscy zostali z pytaniami, na które sama karta informacyjna nie daje im spokoju.

Największy ciężar tej sprawy polega na czasie. Wypis o świcie, zły wygląd pacjenta, ponowna próba kontaktu ze szpitalem i śmierć tego samego dnia układają się w dramatyczny ciąg zdarzeń. To właśnie dlatego rodzina nie chce zostawić sprawy bez wyjaśnień.

Pytania o procedury są nieuniknione. Dokumenty będą miały ogromne znaczenie

W takich sprawach emocje są ogromne, ale rozstrzygające będą dokumenty medyczne i ustalenia dotyczące procedur. Trzeba sprawdzić, jakie były wyniki badań, jakie objawy zgłaszał pacjent i na jakiej podstawie uznano go za stabilnego. Dopiero to pozwoli ocenić decyzję o wypisie.

Nie wolno przesądzać winy bez pełnego postępowania. Można jednak jasno powiedzieć, że rodzina ma powody, by domagać się odpowiedzi. Śmierć kilka godzin po opuszczeniu szpitala naturalnie rodzi pytania o to, czy wszystkie sygnały zostały potraktowane z należytą powagą.

Sprawa pana Wojciecha uderza w zaufanie do systemu, bo dotyczy momentu, w którym pacjent i rodzina liczą na bezpieczeństwo. Jeśli szpital uznał, że mężczyzna może wrócić do domu, bliscy chcą wiedzieć dlaczego. I właśnie ta odpowiedź będzie najważniejsza.

Udostępnij to 👇