Czarnek chce „uczciwych rachunków za prąd”. Ekspert odpowiada: może się mocno zdziwić

Przemysław Czarnek wszedł w temat, który dotyka niemal każdego gospodarstwa domowego: rachunki za prąd. Polityk PiS zapowiedział projekt ustawy pokazujący, ile w fakturach mają wynosić koszty związane z unijnym systemem ETS. Brzmi jak prosty sposób na polityczne uderzenie w Brukselę, ale ekspert Jakub Wiech studzi emocje.

Według niego przejrzystość rachunków jest potrzebna, ale efekt może być odwrotny od tego, którego oczekuje Czarnek. Koszty ETS mają przeciętnie sięgać kilkunastu procent rachunku, a nie tłumaczyć całego energetycznego bólu Polaków. Sprawdź, dlaczego ten pomysł może obrócić się przeciwko własnej politycznej tezie.

Czarnek chce pokazać ETS na rachunkach. Polityczny przekaz jest bardzo prosty

Przemysław Czarnek zapowiedział projekt ustawy nazwany „uczciwym rachunkiem za prąd”. Chce, by odbiorcy widzieli składowe opłat oraz koszt związany z Europejskim Systemem Handlu Emisjami. Polityk wezwał inne partie, by pokazały Polakom, dlaczego rachunki za prąd są tak wysokie.

W jego wypowiedzi mocno wybrzmiała krytyka unijnej polityki klimatycznej. Czarnek mówił o kosztach ETS i przekonywał, że uczciwość wymaga pokazania ich zwykłym odbiorcom. Ocenił też, że ceny energii elektrycznej w Polsce są dziś najwyższe w Unii Europejskiej.

Polityk PiS przypomniał również projekt dotyczący wyjścia z systemu ETS. Ostrzegał przed deindustrializacją, bezrobociem i biedą, jeśli Polska nie zatrzyma polityki klimatycznej UE. Poparł także inicjatywę referendalną prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie Zielonego Ładu.

Jakub Wiech mówi, że faktury faktycznie są nieczytelne

Ekspert ds. energetyki Jakub Wiech przyznał w rozmowie z „Faktem”, że uproszczenie rachunków za prąd jest wskazane. Według niego obecne faktury są szalenie nieczytelne, a odbiorcy często nie orientują się, ile zużywają i za co płacą. To sprawia, że są podatni na manipulacje.

Wiech przypomniał jednak, że przepisy dotyczące uproszczenia rachunków już wcześniej znajdowały się w projekcie ustawy deregulacyjnej. Projekt ten został zawetowany przez prezydenta Karola Nawrockiego w sierpniu 2025 roku. Ekspert podkreślił, że te przepisy mogły być wdrożone dawno temu.

Rachunki za prąd składają się z dwóch głównych części: sprzedaży energii czynnej oraz dystrybucji, powiększonych o VAT i akcyzę. Zazwyczaj opłaty dystrybucyjne stanowią około 50-60 proc. całości, a sprzedaż energii około 40-50 proc. Już ten podział pokazuje, że jedna polityczna etykieta nie wyjaśnia całej faktury.

ETS może nie wyglądać tak groźnie, jak chce polityczny przekaz

Jakub Wiech wskazuje, że koszty ETS są już uwzględniane w kosztach generowania energii wykazywanych na rachunkach. Ta część to mniej więcej połowa całego rachunku, podczas gdy reszta obejmuje między innymi dystrybucję, opłatę mocową, OZE i kogenerację. Udział ETS zależy od tego, skąd sprzedawca pozyskuje energię.

Według eksperta przeciętnie ETS sięga kilkunastu procent wartości rachunku, nie więcej. To oznacza, że pokazanie tej pozycji mogłoby dać efekt przeciwny do tego, który zakłada Czarnek. Zamiast udowodnić, że ETS gwałtownie podbija rachunki, mogłoby pokazać, że problem jest bardziej złożony.

Wiech odniósł się także do pomysłu referendum w sprawie ETS i Zielonego Ładu. Podkreślił, że Polska nie może po prostu wyjść z systemu ETS, bo działa on na podstawie dyrektywy z 2003 roku przyjętej do polskiego porządku prawnego. Bez zmiany na poziomie unijnym nie da się zmienić jego obowiązywania w Polsce.

Udostępnij to 👇