Program SAFE miał być jednym z największych atutów rządu Donalda Tuska, ale pojawił się bardzo niewygodny problem. Polska podpisała umowę 8 maja jako pierwsze państwo w Unii Europejskiej, lecz do tej pory nie dostała przelewu. Tymczasem czas na zawarcie samodzielnych umów zakupowych z polskimi producentami ucieka w dramatycznym tempie.
W tle są ogromne pieniądze: 150 mld euro dla całej Unii i 43,7 mld euro, czyli około 186 mld zł, dla Polski. Rządowa pełnomocniczka mówiła, że część środków może trafić do kraju niemal od razu, ale unijne procedury okazały się znacznie wolniejsze. Sprawdź, dlaczego opóźnienie może podważyć jedną z głównych obietnic wokół SAFE.
Polska miała dostać pieniądze szybko. Przelewu wciąż nie ma
Umowa w sprawie programu SAFE została podpisana przez stronę polską 8 maja. Polska zrobiła to jako pierwsze państwo w całej Unii Europejskiej. Wizerunkowo wyglądało to jak mocny sukces rządu i dowód sprawnego działania.
Problem polega na tym, że do tej pory Polska nie dostała przelewu. Pełnomocniczka rządu ds. programu Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zapewniała na początku maja, że 15 proc. całej sumy może trafić do kraju od razu. W TVN24 mówiła, że to kwestia godzin i że pieniądze już czekają.
Teraz obraz jest znacznie bardziej kłopotliwy. Źródło wskazuje, że transfer miliardów euro wymaga wieloetapowej procedury w Komisji Europejskiej. Wniosek musi przejść między innymi przez dyrekcje odpowiedzialne za budżet i obronność.
Procedury w Brukseli zderzyły się z kalendarzem zakupów
Według osoby pracującej w UE, przy tak dużych programach jak SAFE nie da się pominąć sztywnych procedur. Każdy etap zajmuje czas, a przy miliardowych kwotach formalności są szczególnie rozbudowane. To tłumaczy opóźnienie, ale nie rozwiązuje polskiego problemu.
Największym wyzwaniem jest ograniczony czas na zawarcie kontraktów. Prezesi PGZ, Grupy WB i fabryki „Łucznik” mówili money.pl, że po uruchomieniu linii kredytowej Polska ma czas do końca miesiąca na samodzielne umowy z polskimi producentami. Chodzi o kontrakty bez udziału innych państw członkowskich UE.
Po tym terminie do każdego zakupu trzeba będzie szukać krajów partnerskich. To zmienia całą konstrukcję obietnicy, że prawie wszystkie pieniądze uda się wydać w Polsce. Opóźnienie przelewu może więc mieć konsekwencje nie tylko finansowe, ale też polityczne.
Polska jest największym beneficjentem. Stawka wynosi około 186 mld zł
Program SAFE przewiduje łącznie 150 mld euro wsparcia w postaci nisko oprocentowanych pożyczek. Pieniądze mają iść na zakupy sprzętu wojskowego, w dużej mierze produkowanego w Europie. Celem jest wzmocnienie bezpieczeństwa państw UE i zmniejszenie zależności od uzbrojenia z USA.
Polska jest największym beneficjentem tej pożyczki. Przyznano jej pulę 43,7 mld euro, czyli około 186 mld zł. Przy takiej skali każdy tydzień opóźnienia nabiera ogromnego znaczenia.
Jeżeli rząd obiecywał szybkie uruchomienie środków i wydanie ich w polskim przemyśle, teraz musi tłumaczyć się z procedur. Bruksela może działać zgodnie z zasadami, ale politycznie liczy się efekt. A na razie efekt jest taki, że podpis jest, pieniędzy nie ma, a kalendarz kontraktów robi się coraz ciaśniejszy.









