Adam Bodnar odebrał w Niemczech Nagrodę Wolności Hambach, a z ust prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera padło określenie, które natychmiast przyciąga uwagę. Niemiecki przywódca nazwał go „żarliwym bojownikiem o demokrację i praworządność”. Dla jednych to międzynarodowy splendor, dla innych kolejny dowód, że Berlin nagradza polityka wywołującego w Polsce ogromne kontrowersje.
Stawka jest większa niż dyplom i uroczysta laudacja, bo wyróżnienie ma wartość 10 tys. euro i zostało wręczone w miejscu pełnym niemieckiej symboliki. W tle wraca pytanie, dlaczego postać tak ostro oceniana przez polską prawicę spotyka się za Odrą z takim uznaniem.
Steinmeier mówił o praworządności i odwadze
Adam Bodnar został uhonorowany niemiecką Nagrodą Wolności Hambach. Wyróżnienie przyznano po raz trzeci, a jego wartość wynosi 10 tys. euro. Uroczystość odbyła się na zamku Hambach w Neustadt an der Weinstrasse w Nadrenii-Palatynacie.
Najmocniej wybrzmiała laudacja prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera. Nazwał on Bodnara człowiekiem zaangażowanym na rzecz praw człowieka, demokracji, praworządności oraz polsko-niemieckiego i europejskiego porozumienia. Podkreślał także walkę z dyskryminacją, rasizmem i nietolerancją, mówiąc o szacunku i podziwie.
Steinmeier przypominał również, że Bodnar zasłynął jako przeciwnik reformy sądownictwa z 2015 roku. W jego przekazie laureat został pokazany jako ktoś, kto nie dał się zniechęcić w sytuacji, gdy demokracja miała być mocno podważana. To język bardzo pochlebny, ale w polskich realiach natychmiast trafia w pole ostrego konfliktu.
W Polsce nazwisko Bodnara wywołuje zupełnie inne emocje
Adam Bodnar przez lata był kojarzony z działalnością na rzecz praw człowieka, a w grudniu 2023 roku został ministrem sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska. Od tego momentu stał się jedną z najbardziej spornych postaci obozu władzy. Szczególnie mocno oceniane są działania wokół Prokuratury Krajowej oraz śledztwa prowadzone przeciwko politykom prawicy.
Obecna opozycja uznaje te działania za polityczne i przekonuje, że osoby objęte takimi postępowaniami nie mają szans na uczciwe procesy. To zasadniczo inny obraz niż ten, który wybrzmiał podczas niemieckiej uroczystości. W Berlinie i Nadrenii-Palatynacie akcent pada na demokrację oraz praworządność, a w Polsce prawica widzi w tej samej postaci symbol nadużywania państwa.
Właśnie dlatego niemiecka nagroda może działać jak polityczny zapalnik. Nie chodzi wyłącznie o to, że Bodnar dostał wyróżnienie, ale o to, kto je wręcza i jakimi słowami je uzasadnia. Dla jego krytyków brzmi to jak zewnętrzne potwierdzanie kursu, który w kraju budzi poważny sprzeciw.
Hambach to nieprzypadkowa scena
Zamek Hambach ma w Niemczech wyjątkową rangę symboliczną. Jest uznawany za kolebkę demokracji, bo w 1832 roku dziesiątki tysięcy ludzi domagały się tam wolności, jedności narodowej oraz praw obywatelskich. Nagroda Wolności Hambach odwołuje się właśnie do tej tradycji.
W tej symbolice są również polskie ślady. W zgromadzeniu z 1832 roku jako goście honorowi brali udział Polacy, w tym byli powstańcy, którzy po upadku Powstania Listopadowego udali się na emigrację. Komitet Narodowy Polski w Paryżu kierowany przez Joachima Lelewela wystosował wtedy apel „Do braci Niemców”.
Ta historyczna oprawa nadaje wyróżnieniu dodatkowy ciężar. Bodnar nie odebrał zwykłej nagrody branżowej, lecz odznaczenie wpisane w niemiecką opowieść o wolności i liberalnej demokracji. W polskiej debacie to jeszcze mocniej podbija pytanie, czy zagraniczne uznanie uspokaja spór, czy tylko pogłębia polityczny podział.
Kwota 10 tys. euro i słowa o „bojowniku” robią swoje
Nagroda ma wartość 10 tys. euro, ale jej polityczna siła nie wynika przede wszystkim z pieniędzy. Największe znaczenie ma połączenie niemieckiej instytucji, prezydenckiej laudacji i określenia Bodnara jako „żarliwego bojownika”. Takie słowa brzmią jak jednoznaczne ustawienie go po stronie europejskiej opowieści o obronie praworządności.
Krytycy Bodnara odczytają to jednak zupełnie inaczej. Dla nich nie jest to nagroda za bezstronność, lecz pochwała polityka, pod którego rządami doszło do działań ocenianych przez opozycję jako wymierzone w prawicę. Ten rozdźwięk sprawia, że niemiecka uroczystość może długo wracać w krajowych komentarzach.
Najbardziej uderza kontrast. Tam, gdzie Steinmeier widzi odwagę i determinację, przeciwnicy Bodnara widzą przejmowanie instytucji oraz kontrowersyjne śledztwa. I właśnie dlatego jedno wyróżnienie z Hambach staje się kolejnym rozdziałem sporu o to, czy w Polsce naprawiano praworządność, czy budowano polityczną przewagę.
Berlin dał Bodnarowi prestiż, a Warszawa dostała nowy temat sporu
Niemiecka Nagroda Wolności Hambach wzmacnia międzynarodowy wizerunek Adama Bodnara jako polityka związanego z prawami człowieka i liberalną demokracją. Jednocześnie w Polsce może działać odwrotnie: zamiast zamknąć dyskusję, dostarcza paliwa jego przeciwnikom. Szczególnie że w tle pojawiają się Niemcy, Donald Tusk i spór o instytucje państwa.
Ta historia nie skończy się na uroczystych zdjęciach z zamku Hambach. Dla zwolenników Bodnara będzie to dowód uznania za wieloletnią działalność, dla krytyków znak, że zagraniczne elity nagradzają człowieka prowadzącego w kraju bardzo kontrowersyjną politykę. Jedno jest pewne: słowa Steinmeiera o „żarliwym bojowniku” zostaną w polskiej debacie na dłużej.









