Telewizja Republika oraz jej czołowi dziennikarze mają być od połowy maja 2026 roku celem skoordynowanej akcji nękania przy użyciu swattingu. Chodzi o serię fałszywych alarmów, które miały dotyczyć m.in. rzekomych ładunków wybuchowych i prób samobójczych. Zgłoszenia prowadziły do interwencji policji w domach pracowników oraz w siedzibie stacji.
Sprawa budzi poważne emocje, bo dotyczy zarówno bezpieczeństwa dziennikarzy, jak i sposobu działania służb po otrzymaniu alarmów. Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i prezes Telewizji Republika, opisał siłowe wejście funkcjonariuszy do swojego warszawskiego mieszkania, które pełniło także funkcję biura. Ocenił, że nigdy wcześniej nie miał do czynienia z taką policją.
Seria fałszywych alarmów
Mechanizm określany jako swatting polega na wywoływaniu interwencji służb przez fałszywe zgłoszenia. W przypadku Republiki miało chodzić o kilkadziesiąt alarmów, które uruchamiały działania policji.
Zgłoszenia miały dotyczyć szczególnie poważnych sytuacji, takich jak podłożenie ładunku wybuchowego albo zagrożenie życia. Tego typu alarmy wymagają reakcji służb, nawet jeżeli później okazują się fałszywe.
Interwencje w domach i siedzibie stacji
Fałszywe zgłoszenia miały skutkować interwencjami nie tylko w samej siedzibie Telewizji Republika, ale również w domach jej pracowników. To właśnie ten element sprawy wywołuje największe pytania o proporcje działań i procedury.
W opisie sprawy pojawia się zarzut, że aparat państwowy nie radzi sobie ze sprawcami alarmów, a jednocześnie działa z dużą intensywnością wobec osób, które są celem zgłoszeń.
Sakiewicz o wejściu policji
Tomasz Sakiewicz mówił o siłowym wtargnięciu funkcjonariuszy do jego warszawskiego mieszkania. Lokal miał pełnić także funkcję biura.
Szef „Gazety Polskiej” i Telewizji Republika stwierdził, że nawet w czasach SB funkcjonariusze legitymowali się na żądanie. To porównanie pokazuje skalę napięcia między przedstawicielami stacji a służbami po ostatnich interwencjach.
Dlaczego sprawa jest poważna
Jeżeli alarmy są fałszywe i powtarzalne, stają się narzędziem nękania. Uderzają w pracę redakcji, prywatność dziennikarzy i poczucie bezpieczeństwa ich rodzin.
Jednocześnie każda taka sytuacja stawia służby w trudnym położeniu. Policja musi reagować na potencjalne zagrożenie, ale powtarzające się zgłoszenia powinny prowadzić do szybkiego ustalenia sprawców i ograniczenia kolejnych interwencji wymierzonych w te same osoby.









