Fałszywe zgłoszenia i siłowe wejście służb do domu rodzinnego Karola Nawrockiego już wcześniej budziły ogromne emocje. Teraz sprawa wybuchła na nowo po wypowiedzi Kamili Biedrzyckiej, która przedstawiła własną teorię o możliwym udziale służb ze Wschodu. Największą burzę wywołało jednak zdanie sugerujące, że do sytuacji mogłoby nie dojść, gdyby prezydent nie blokował awansów w służbach specjalnych.
Po tych słowach internet natychmiast zaczął pytać, czy była to tylko medialna spekulacja, czy sugestia wiedzy o kulisach sprawy. Komentarze polityków tylko podgrzały atmosferę.
Fałszywe zgłoszenia zakończyły się siłowym wejściem do mieszkania
W sobotni wieczór doszło do kulminacji serii fałszywych zgłoszeń. Po anonimowych donosach dotyczących możliwego pożaru, a następnie zagrożenia życia osób przebywających w lokalu, straż pożarna i policja weszły siłowo do domu rodzinnego prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku.
Drzwi zostały wyważone, a interwencja trwała kilkanaście minut. Mieszkanie było puste, co tylko zwiększyło napięcie wokół całej sprawy i pytania o to, kto stał za fałszywymi alarmami.
Podobne zdarzenia miały wcześniej dotyczyć mieszkania prof. Sławomira Cenckiewicza, Tomasza Sakiewicza oraz innych dziennikarzy i współpracowników Telewizji Republika. Po zgłoszeniu dotyczącym mieszkania należącego do matki prezydenta śledztwo wszczęła Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, a sprawą zajęło się także Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości.
Biedrzycka przedstawiła własną teorię
Akcja służb w mieszkaniu rodzinnym Nawrockiego stała się jednym z tematów podcastu TVP Info w likwidacji. Kamila Biedrzycka powiedziała tam, że jej zdaniem za sprawą mogą stać służby ze Wschodu, wykorzystujące ręce chętnych i mało rozgarniętych ludzi w Polsce.
Ta część wypowiedzi wpisywała się w hipotezę o zewnętrznej inspiracji, ale nie ona rozpaliła największy spór. Biedrzycka dodała bowiem, że być może do sytuacji by nie doszło, gdyby Karol Nawrocki nie blokował awansów w służbach specjalnych.
Właśnie to zdanie błyskawicznie zaczęło krążyć w mediach społecznościowych. Dla krytyków brzmiało jak przerzucenie odpowiedzialności na samego prezydenta lub sugestia, że konflikt wokół służb mógł mieć związek z fałszywymi zgłoszeniami.
Internauci i politycy pytają, czy chodzi o coś więcej
Pod nagraniem pojawiła się fala komentarzy. Część internautów zaczęła pytać, czy pracownica TVP Info w likwidacji nie wie o sprawie więcej, niż publicznie powiedziała.
Płk Mariusz Kozłowski, były oficer SKW, zareagował pytaniem o możliwy spisek przeciwko głowie państwa. Ocenił, że taka sprawa kwalifikowałaby się do wszczęcia postępowania z urzędu przez legalną prokuraturę.
Poseł PiS Paweł Szrot również uznał wypowiedź za alarmującą. Stwierdził, że jeżeli oficerowie służb mieliby działać nielegalnie przeciw prezydentowi z motywacji zemsty, autorka słów powinna zostać przesłuchana, bo zdaje się wiedzieć więcej, niż przekazuje władza.
Sprawa balansuje między śledztwem a polityczną burzą
Najważniejsze fakty są na razie takie, że doszło do fałszywych zgłoszeń, służby weszły do mieszkania, a prokuratura i CBZC badają sprawę. Wszystko ponad to pozostaje polem komentarzy, hipotez i politycznych interpretacji.
Wypowiedź Biedrzyckiej wywołała jednak szczególną reakcję, bo połączyła w jednym zdaniu wątek służb ze Wschodu, polskich służb oraz decyzji prezydenta dotyczących awansów. W tak napiętej sprawie nawet sugestia może natychmiast zamienić się w polityczny pożar.
Dlatego ta historia nie skończyła się na samej interwencji w pustym mieszkaniu. Teraz pytania dotyczą już nie tylko autorów fałszywych alarmów, ale także tego, co wiedzą osoby publicznie komentujące możliwe kulisy całej operacji.









