Burza wokół prezydenta Rzeszowa. Radni chcą referendum, a w tle jest podwyżka pensji

W Rzeszowie ruszyła procedura dotycząca referendum w sprawie odwołania prezydenta Konrada Fijołka. Dwa osobne wnioski złożyli Jacek Strojny oraz radni Prawa i Sprawiedliwości.

Polityczne napięcie wzrosło jeszcze bardziej po decyzji rady miasta o podwyżce wynagrodzenia prezydenta. Opozycja mówi o złych priorytetach, a zwolennicy włodarza odpowiadają zarzutami o małostkowość.

Dwa wnioski w sprawie odwołania Fijołka

We wtorek w Rzeszowie rozpoczęła się procedura, która może doprowadzić do referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Konrada Fijołka. Jak podał „Super Express”, do rady trafiły dwa osobne wnioski.

Pierwszy złożył radny Jacek Strojny, dawny rywal Fijołka w wyborach. Swoją decyzję uzasadniał utratą zaufania do prezydenta. Drugi wniosek przygotowali radni Prawa i Sprawiedliwości, którzy wskazywali przede wszystkim na rosnące zadłużenie miasta.

Krystyna Wróblewska, szefowa klubu PiS, mówiła podczas sesji, że zadłużenie nie maleje, lecz rośnie. To właśnie finanse miasta stały się jednym z głównych argumentów opozycji w sporze o dalsze rządy Fijołka.

Do referendum jeszcze daleka droga

Złożenie wniosków nie oznacza automatycznie, że mieszkańcy Rzeszowa pójdą do urn. Oba dokumenty uzyskały wymagane podpisy siedmiu radnych, ale do dalszego procedowania potrzebne jest szersze poparcie.

Według relacji „Super Expressu” do tego, aby referendum mogło dojść do skutku, potrzeba jeszcze 15 głosów. Opozycja liczy więc na to, że część radnych popierających prezydenta zmieni stanowisko albo przynajmniej dopuści do dalszego etapu procedury.

Konrad Fijołek nie zgadza się z zarzutami. Przekonuje, że nie widzi powodów do referendum, a Rzeszów rozwija się dynamicznie i regularnie zajmuje wysokie miejsca w rankingach miast najlepszych do życia.

Podwyżka dla prezydenta zaostrzyła konflikt

Tego samego dnia radni zajęli się również wynagrodzeniem prezydenta miasta. Rada zgodziła się na podwyżkę o 2334 zł brutto miesięcznie. Zmiana ma obowiązywać z wyrównaniem od lipca 2025 roku.

Po decyzji rady pensja Konrada Fijołka wzrośnie do 22 363 zł brutto miesięcznie. Kwota obejmuje wynagrodzenie zasadnicze oraz dodatki: funkcyjny, specjalny i stażowy.

To głosowanie dolało oliwy do ognia, bo opozycja zestawiła podwyżkę dla prezydenta z sytuacją zwykłych pracowników urzędu. Spór przestał więc dotyczyć wyłącznie referendum i przeniósł się także na kwestie płacowe.

Opozycja mówi o pracownikach urzędu

Radny Jerzy Jęczmienionka z PiS przekonywał, że najpierw powinny wzrosnąć wynagrodzenia urzędników. W jego ocenie nie można akceptować sytuacji, w której pracownikom proponuje się niewielkie podwyżki, a prezydent otrzymuje znaczący wzrost pensji.

Krytyczny wobec decyzji był także Jacek Strojny. Według niego sprzeciw wobec podwyżki miał charakter symboliczny i dotyczył sposobu traktowania pracowników samorządowych.

Dla opozycji sprawa wynagrodzenia stała się więc kolejnym dowodem na oderwanie władz miasta od codziennych problemów urzędu. Zwolennicy prezydenta odpierają jednak takie zarzuty.

Radni KO bronią decyzji

Radni Koalicji Obywatelskiej bronili podwyżki dla Fijołka. Wiceprzewodniczący rady miasta Andrzej Dec nazwał postawę opozycji „festiwalem małostkowości”. Przekonywał, że wynagrodzenie prezydenta i płace urzędników to dwie odrębne sprawy.

Ostatecznie za podwyżką głosowało 11 radnych. Przeciw było 9, a 5 wstrzymało się od głosu. Wynik pokazuje, że większość w radzie poparła decyzję, ale spór polityczny pozostał bardzo ostry.

Rzeszów wchodzi więc w okres napięcia wokół władz miasta. O dalszym biegu wydarzeń zdecyduje to, czy przeciwnikom Fijołka uda się zebrać potrzebne głosy i przeprowadzić procedurę referendalną do końca. Na razie w mieście trwa polityczna próba sił, w której finanse samorządu, pensja prezydenta i zaufanie do władz splatają się w jeden konflikt.

Udostępnij to 👇