Decyzja Karola Nawrockiego o powołaniu Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego wywołała natychmiastową polityczną burzę. Najostrzej zareagował Sławomir Cenckiewicz, który publicznie zwrócił się do prezydenta i zarzucił mu popełnienie strasznego błędu. W jego wpisie pojawiły się także słowa o piramidalnym kłamstwie oraz bardzo ciężkie oskarżenia związane ze sprawą lustracyjną Lecha Wałęsy.
To nie jest zwykła krytyka personalnej decyzji. Spór dotyka Sądu Najwyższego, historii sprawy Bolka i wiarygodności argumentów Pałacu Prezydenckiego.
Nawrocki wskazał nowego I prezesa Sądu Najwyższego
W poniedziałek rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz poinformował, że Karol Nawrocki zdecydował się powołać sędziego Zbigniewa Kapińskiego na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego. Prezydent miał do wyboru pięciu kandydatów wyłonionych przez Zgromadzenie Ogólne Sądu Najwyższego.
Leśkiewicz przedstawiał Kapińskiego jako niezwykle doświadczonego sędziego. Podkreślał, że prowadził sprawy karne o bardzo poważnym stopniu skomplikowania i miał sprzeciwiać się łamaniu praworządności przez obecny rząd.
Decyzja zapadła tuż przed końcem kadencji dotychczasowej I prezes SN Małgorzaty Manowskiej. Zgodnie z przepisami prezydent powołuje I prezesa Sądu Najwyższego na sześcioletnią kadencję.
Cenckiewicz nie zostawił na decyzji suchej nitki
Kilka godzin po komunikacie Pałacu Prezydenckiego Sławomir Cenckiewicz opublikował ostry wpis w mediach społecznościowych. Historyk i były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego zwrócił się bezpośrednio do Karola Nawrockiego, pisząc, że popełnił straszny błąd.
Cenckiewicz dodał, że nie tłumaczy tego nawet to, kto i w jaki sposób miał namówić prezydenta do takiej decyzji. Tym samym uderzył nie tylko w wybór Kapińskiego, ale także w kulisy nominacji, sugerując polityczne lub doradcze tło sprawy.
Najmocniejszy fragment dotyczył uzasadnienia przedstawionego przez otoczenie prezydenta. Cenckiewicz nazwał je piramidalnym kłamstwem i wskazał, że w jego ocenie szczególnie bolesne jest zaangażowanie w komunikowanie tej decyzji Rafała Leśkiewicza, byłego pracownika IPN.
Sprawa Wałęsy wróciła jak zapalnik
Oś sporu nie dotyczy wyłącznie obecnej nominacji. Cenckiewicz powiązał wybór Kapińskiego ze sprawą lustracyjną Lecha Wałęsy z 2000 roku, w której sędzia miał znajdować się w składzie orzekającym.
Według Cenckiewicza tamto postępowanie i sposób potraktowania dowodów w sprawie agenturalnej przeszłości Wałęsy stanowiły złamanie prawa oraz pogwałcenie zasad sądowej rzetelności. Historyk przekonywał również, że sąd miał dostęp do dokumentów dotyczących sprawy Bolka.
To właśnie ten wątek nadaje całej sprawie szczególnie wybuchowy charakter. Nominacja na jedno z najważniejszych stanowisk w polskim sądownictwie została przez Cenckiewicza zestawiona z jedną z najbardziej drażliwych spraw historyczno-politycznych III RP.
Zarzut był publiczny, więc odpowiedź też musiała być publiczna
Cenckiewicz podkreślił, że zdecydował się zabrać głos publicznie, ponieważ decyzja prezydenta jest publiczna. W jego ocenie publiczny charakter ma także kłamstwo, które miało tej decyzji towarzyszyć, dlatego powinno zostać napiętnowane.
Wpis był wymierzony w sam fundament prezydenckiego uzasadnienia. Cenckiewicz uznał za niegodne tłumaczenie, że w przeszłości nic się nie stało, a Polska w 2026 roku ma mieć za pierwszego sędziego Rzeczypospolitej osobę, której zarzuca tak poważne działania.
To bardzo ryzykowny politycznie moment dla Pałacu Prezydenckiego. Krytyka nie przyszła ze strony oczywistych przeciwników Nawrockiego, lecz od postaci kojarzonej z ostrym sporem o pamięć historyczną i dokumenty IPN.
Nominacja może zostawić ślad dłuższy niż sama konferencja
Powołanie I prezesa Sądu Najwyższego zawsze ma ciężar ustrojowy, ale tym razem sprawa natychmiast została obciążona konfliktem historycznym. Kapiński został przedstawiony przez Pałac jako doświadczony sędzia, a przez Cenckiewicza jako symbol decyzji, której nie da się obronić.
Najbliższe dni pokażą, czy prezydenckie otoczenie będzie próbowało wygasić spór, czy odpowie na zarzuty byłego szefa BBN. Jedno jest już pewne: ta nominacja nie przejdzie jako techniczna zmiana kadrowa, bo została wciągnięta w jeden z najbardziej zapalnych sporów o sądy, Wałęsę i wiarygodność państwa.









