Czarnek uderza w program Lublina. Poszło o studentów z Afryki i rodziny przyjeżdżające do miasta

W Lublinie wybuchła polityczna awantura wokół programu, który miał przyciągać zagranicznych studentów. Największe emocje wzbudziły informacje o osobach przyjeżdżających z Afryki oraz o rodzinach, które coraz częściej pojawiają się razem ze studentami. Do sprawy ostro odniósł się Przemysław Czarnek, stawiając pytanie o mandat do zmieniania społecznego obrazu miasta.

W centrum zamieszania znalazła się Wiktoria Herun z lubelskiego ratusza, opowiadająca o zmianach w programie Study in Lublin. Jej wypowiedzi stały się paliwem dla sporu, który szybko wyszedł poza lokalną dyskusję o uczelniach i akademikach.

Program studencki nagle stał się politycznym zapalnikiem

Spór dotyczy programu Study in Lublin, który początkowo miał zachęcać cudzoziemców do studiowania w mieście. Z czasem projekt zaczął być opisywany szerzej: nie tylko jako akademicka promocja, lecz także jako wsparcie przy integracji i sprawach związanych z pobytem.

Najwięcej emocji wywołała informacja, że w ostatnich latach zmieniły się kierunki napływu studentów. Wiktoria Herun mówiła o osobach z Zimbabwe, Nigerii, RPA, Indii, Bangladeszu i Tajlandii, a także o tym, że część przyjezdnych pojawia się już nie samotnie, lecz z żonami, mężami i dziećmi.

Wiktoria Herun mówiła o mieszkaniach i poczuciu bezpieczeństwa

Zastępca dyrektora Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów w lubelskim ratuszu opisywała zmianę praktycznych potrzeb osób przyjeżdżających do miasta. Dawniej wystarczały miejsca w akademikach, dziś przy rodzinach potrzebne mają być całe mieszkania na wynajem.

Urzędniczka mówiła również o poczuciu bezpieczeństwa migrantów w Lublinie. To właśnie ten ton zadowolenia z działania programu został odebrany przez krytyków jako sygnał, że miasto nie tylko zaprasza studentów, ale też ułatwia dłuższe osiedlanie się całych rodzin.

Czarnek pyta, kto dał na to zgodę

Przemysław Czarnek zareagował na sprawę wyjątkowo ostro. Polityk PiS stwierdził, że Lublin ani żadne inne miasto w Polsce nie potrzebuje programu masowego sprowadzania migrantów z Afryki razem z rodzinami.

Były minister edukacji postawił też pytanie, kto dał mandat do zmieniania struktury społecznej miasta bez zgody mieszkańców. W jego ocenie sprawa wymaga wyjaśnień, bo dotyczy nie tylko uczelni, lecz także decyzji samorządu i kierunku lokalnej polityki.

Lokalny program trafił w ogólnopolską nerwowość

Kontrowersje nie zatrzymały się na samej postaci urzędniczki. Polityczny spór dotyczy także tego, czy projekt studencki może prowadzić do trwałych zmian demograficznych i czy mieszkańcy mają wystarczającą wiedzę o jego skutkach.

To właśnie ta niepewność napędza emocje wokół Lublina. Dla jednych Study in Lublin jest narzędziem promocji miasta akademickiego, dla krytyków staje się symbolem procesu, który ich zdaniem powinien zostać poddany publicznej kontroli.

Udostępnij to 👇