Dawid Kacprzyk przerywa milczenie. Zaprzecza, że odpowiada za śmierć pacjentów

Dawid Kacprzyk po raz pierwszy publicznie odpowiedział na najpoważniejsze zarzuty dotyczące jego pracy w warszawskim Szpitalu Południowym. Lekarz zapewnia, że nie miał nic wspólnego ze śmiercią pacjenta w szpitalnej łazience ani z wykonaniem tomografii nieżyjącej osobie. Oskarżenia byłego ordynatora Emila Jędrzejewskiego przedstawia jako odwet za wcześniejsze konflikty.

Oświadczenie przekazane przez adwokata Jacka Dubois koncentruje się jednak wyłącznie na wątku śmierci pacjentów. Kacprzyk nie odniósł się w nim do zarzutów dotyczących rozliczania czasu pracy ani do informacji o przyjmowaniu polityków Koalicji Obywatelskiej poza kolejnością.

Kacprzyk kategorycznie odrzuca zarzuty Jędrzejewskiego

Były koordynator SOR-u zapewnił, że nie odpowiada za zdarzenia, z którymi został publicznie powiązany. Najbardziej stanowczo zaprzeczył udziałowi w przypadku pacjenta znalezionego w szpitalnej toalecie oraz wykonaniu badania tomograficznego osobie, która już nie żyła.

Oświadczenie jest odpowiedzią na słowa Jędrzejewskiego wygłoszone w Kanale Zero. Były ordynator twierdził, że Kacprzyk nie powinien otrzymać tak dużej samodzielności w opiece nad chorymi, ponieważ nie potrafił skutecznie leczyć, a skutkiem jego działań miały być zgony.

Kacprzyk odrzuca tę wersję i utrzymuje, że publiczne wystąpienie Jędrzejewskiego wynika z dawnych zatargów między nimi. W ten sposób przedstawia całą sprawę jako osobisty konflikt, który został przeniesiony do mediów i połączony z oskarżeniami o tragicznych konsekwencjach.

Milczenie miało być elementem strategii obrony

Lekarz przyznał, że do tej pory nie odpowiadał publicznie na narastające zarzuty. Wyjaśnił, że zamierzał bronić się podczas przesłuchań w prokuraturze oraz w ewentualnych procesach, a nie prowadzić sporu za pośrednictwem mediów.

Oświadczenie przekazał przez swojego pełnomocnika Jacka Dubois. Adwokat wcześniej również wskazywał na konflikt między Kacprzykiem a Jędrzejewskim i odrzucał relację byłego ordynatora jako nieprawdziwą.

Ta odpowiedź tworzy wyraźną linię obrony: zaprzeczenie bezpośredniemu związkowi ze zgonami oraz podważenie motywów oskarżyciela. Nie rozstrzyga jednak sporu, ponieważ obie strony przedstawiają całkowicie odmienne wersje wydarzeń.

W oświadczeniu zabrakło odpowiedzi o pieniądze i kolejki

Kacprzyk nie odniósł się do zarzutów, że miał fałszować dokumentację czasu pracy i w ten sposób uzyskiwać wysokie wynagrodzenie. Według ujawnionych informacji w 2025 roku, będąc w trakcie specjalizacji z anestezjologii, zarobił w Szpitalu Południowym 1,6 mln zł.

Oświadczenie nie wyjaśnia również doniesień o uprzywilejowanym przyjmowaniu działaczy Koalicji Obywatelskiej na prowadzonym przez niego oddziale. Ten wątek dotyczy możliwego omijania kolejki do SOR-u przez osoby związane politycznie z ugrupowaniem, którego Kacprzyk był warszawskim radnym.

Lekarz zrezygnował już z członkostwa w KO i mandatu radnego dzielnicy Ursus. Zwrócił też szpitalowi część wypłaconych pieniędzy, ale jego oświadczenie nie tłumaczy przyczyny tego zwrotu ani nie przedstawia szczegółowego rozliczenia.

Kontrole obejmują szpital i wszystkie miejskie SOR-y

W Szpitalu Południowym trwają kontrole ratusza oraz Narodowego Funduszu Zdrowia. Audyt rozszerzono także na szpitalne oddziały ratunkowe we wszystkich miejskich placówkach, co pokazuje, że badane są nie tylko decyzje jednej osoby.

Rafał Trzaskowski odwołał radę nadzorczą szpitala, a wcześniej również zarząd placówki. Prokuratura ma sprawdzić, czy prezydent Warszawy wiedział o nieprawidłowościach. Do kontroli dołączyć ma także Państwowa Inspekcja Pracy.

Pierwsze oświadczenie Kacprzyka odpowiada więc na najcięższy zarzut, ale nie zamyka afery. O tym, czy jego zaprzeczenia znajdą potwierdzenie, zdecydują dokumentacja medyczna, zeznania personelu i wyniki śledztwa. Równolegle wciąż bez pełnej odpowiedzi pozostają pytania o pieniądze, organizację pracy oraz polityczne przywileje na oddziale.

Udostępnij to 👇