GUS pokazał inflację na poziomie 3 procent, ale za kulisami gospodarki dzieje się coś znacznie bardziej niepokojącego. Aż 60 procent średnich i dużych firm w Polsce planuje podwyżki cen w najbliższych 12 miesiącach. To oznacza, że rachunki wielu rodzin mogą rosnąć szybciej niż sugeruje spokojny nagłówek o inflacji.
Najczęściej firmy mówią o wzrostach od 5 do 7 procent, a część zapowiada nawet kilkunastoprocentowe podwyżki. Dla portfeli Polaków najgorsze może dopiero nadejść, zwłaszcza w usługach.
Oficjalna inflacja to jedno, plany firm to drugie
W marcu 2026 roku inflacja według GUS wyniosła 3 procent. Ta liczba brzmi uspokajająco, ale nie odpowiada na pytanie, co stanie się z cenami w kolejnych miesiącach. Badanie International Business Report realizowane przez Grant Thornton International pokazuje, że 60 procent średnich i dużych firm w Polsce zamierza podnieść ceny w ciągu najbliższego roku.
Trend jest wyraźny, bo rok wcześniej podwyżki planowało 57 procent firm, a dwa lata wcześniej 51 procent. Jednocześnie tylko 3 procent przedsiębiorstw mówi o obniżkach. Różnica między firmami planującymi wzrosty a tymi, które chcą ciąć ceny, wynosi więc 57 punktów procentowych i pokazuje, że presja cenowa nie zniknęła.
Najczęściej będzie drożej o 5-7 procent
Największa grupa firm deklaruje podwyżki na poziomie 5-7 procent rocznie. Taką odpowiedź wskazało 38 procent ankietowanych. Kolejne 10 procent przedsiębiorstw mówi o wzrostach rzędu 8-10 procent, a co dwunasta firma planuje podwyżki o 11-15 procent.
To ważne, bo tylko co trzecia firma mieści się w przedziale 3-4 procent, czyli zbliżonym do oficjalnego wskaźnika inflacji. Dla klienta oznacza to prostą rzecz: średnia z komunikatów makroekonomicznych może wyglądać lepiej niż ceny, które zobaczy w konkretnym warsztacie, restauracji, przychodni czy firmie remontowej. Właśnie tam domowy budżet może dostać najmocniejszy cios.
Sklepy i usługi pokazują inną rzeczywistość
Dane z rynku detalicznego już pokazują, że codzienne zakupy drożeją nierówno. W styczniu 2026 roku ceny codziennych produktów były wyższe o 3,7 procent rok do roku, ale w wybranych kategoriach wzrosty były znacznie większe. Używki, chemia gospodarcza i słodycze drożały od 7 do 10 procent.
Jeszcze wyraźniej widać różnicę między towarami a usługami. Inflacja usługowa w lutym 2026 roku wynosiła 4,8 procent rok do roku, podczas gdy towarowa tylko 1,0 procent. Dla osób regularnie płacących za naprawy, prywatną opiekę medyczną, edukację, gastronomię czy usługi domowe oznacza to osobistą inflację wyższą od tej z ogólnych statystyk.
Koszty pracy i energia pchają cenniki w górę
Firmy wskazują przede wszystkim na rosnące koszty pracy. Aż 64 procent ankietowanych uznaje je za poważną lub bardzo poważną barierę w prowadzeniu działalności. Przy niskim bezrobociu pracodawcy walczą o pracowników, a wyższe pensje bardzo szybko trafiają do cenników usług i produktów.
Drugim ciężarem są koszty energii. Jako istotną barierę wskazuje je 59 procent badanych przedsiębiorstw, mimo że ceny dla gospodarstw domowych pozostają regulowane. Dla pralni, piekarni, restauracji czy zakładów produkcyjnych wysokie koszty prądu i energii nie są teorią, tylko codziennym rachunkiem, który trzeba przerzucić na klienta albo pokryć z własnej marży.
Najmocniejsze uderzenie może przyjść później
Prognoza Grant Thornton zakłada średnią inflację CPI w 2026 roku na poziomie około 2,8 procent. Wyraźniejsze przyspieszenie ma pojawić się dopiero w 2027 roku, gdy podwyżki producenckie w pełni dotrą do sklepowych półek i faktur za usługi. Pierwsze miesiące 2026 roku mogą więc dawać złudne poczucie spokoju.
Dla rodzin oznacza to praktyczne ostrzeżenie. Duże wydatki na remont, prywatną opiekę medyczną, ubezpieczenia, kursy czy usługi warto wycenić wcześniej, zanim nowe cenniki zaczną działać na pełną skalę. Jeśli firmy już zaplanowały podwyżki, domowe budżety też muszą przygotować się na scenariusz, w którym oficjalne 3 procent inflacji nie wystarczy do opisania prawdziwych kosztów życia.









