Po głośnej rowerowej akcji z Zakopanego do Gdańska Piotr Hancke nie zatrzymał się na internetowym sukcesie. Influencer znany jako Łatwogang nagrał apel do prezydenta Karola Nawrockiego i premiera Donalda Tuska, prosząc o działanie w sprawie dzieci chorych na DMD. W tle są zbiórki, dramat rodzin i lek, który na ten moment nie jest refundowany.
Hancke podkreśla, że nie chce wchodzić w politykę i nie szuka kontrowersji. Mówi o rozmowach, które dały mu poczucie, że państwo może mieć różne możliwości pomocy. Ten apel trudno jednak potraktować jak zwykły post w mediach społecznościowych, bo dotyczy szansy na leczenie dla dzieci, których czas jest bezcenny.
Rowerowa akcja ruszyła lawinę pomocy
Łatwogang ma za sobą bardzo mocną akcję, podczas której przejechał rowerem trasę z Zakopanego do Gdańska w nieco ponad dwie doby. W czasie tej podróży zbierał pieniądze na leczenie Maksa chorego na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Po osiągnięciu celu udało się także zebrać środki dla Adasia, który mierzy się z tym samym schorzeniem.
Teraz uwaga influencera skupia się na kolejnym dziecku. Aktualnie trwa zbiórka na Wojtka, ale Hancke zaznacza, że potrzebujących jest więcej. To właśnie dlatego zdecydował się nagrać apel nie tylko do swoich obserwatorów, lecz także do najważniejszych osób w państwie.
W tej historii internetowa popularność zamieniła się w presję na konkretną decyzję publiczną. Zbiórki pomagają pojedynczym rodzinom, ale przy tak drogim leczeniu nie rozwiązują systemowego problemu. Hancke próbuje więc przenieść sprawę z poziomu kolejnych akcji dobroczynnych na poziom rozmowy o refundacji.
Apel do prezydenta i premiera bez politycznych barw
Piotr Hancke w nagraniu zwrócił się do prezydenta Karola Nawrockiego oraz rządu. Podkreślił, że robi to bez podziałów, bez szukania kontrowersji i bez chęci wchodzenia w politykę. Zaznaczył, że chce łączyć, a nie dzielić, dlatego kieruje swoje słowa równocześnie do prezydenta i rządu.
Influencer powiedział, że odbył rozmowy, które dały mu poczucie istnienia możliwości uratowania dzieci. Nie wskazał gotowego rozwiązania, ale poprosił o zaangażowanie państwa i wspólne działanie instytucji. W tym ujęciu apel nie jest oskarżeniem, lecz próbą otwarcia drzwi do decyzji, której same zbiórki nie zastąpią.
Najważniejsze w tej wypowiedzi jest to, że Hancke stara się zdjąć z tematu polityczny ciężar. Mówi o dzieciach, chorobie i szansie na leczenie, a nie o partyjnej rywalizacji. To nadaje całemu nagraniu silniejszy ton, bo w centrum zostaje konkretna potrzeba, a nie spór między obozami.
Lek na DMD bez refundacji. Tu zaczyna się najtrudniejszy problem
Łatwogang przypomniał, że lek na dystrofię mięśniową Duchenne’a nie jest obecnie refundowany. Dodał, że być może istnieje możliwość refundacji albo inne formy pomocy, które najlepiej oceniłyby rząd, prezydent i właściwe instytucje. W jego słowach pobrzmiewa przekonanie, że państwo ma narzędzia, których nie mają rodziny walczące o pieniądze w internecie.
Hancke nazwał preparat najdroższym lekiem świata. Zaznaczył przy tym, że część środowisk naukowych uznaje go za kontrowersyjny, ale gdyby był refundowany, miałby być tańszy. Influencer uznał, że jako społeczeństwo możemy zgodzić się na opłacenie takiego leczenia z podatków.
To zdanie jest najmocniejszym punktem apelu, bo przesuwa rozmowę z emocji na decyzję o publicznych pieniądzach. Z jednej strony jest koszt, wątpliwości i odpowiedzialność państwa za ocenę terapii. Z drugiej strony są dzieci, którym według Hanckego trzeba dać szansę nawet wtedy, gdy nie ma gwarancji skuteczności.
Łatwogang nie chce naciskać, ale sprawa sama wywiera presję
Piotr Hancke zaznaczył, że nie chce wywierać presji na rząd i prezydenta. Liczy na bardzo dobre intencje najważniejszych instytucji w państwie. Jednocześnie jego apel z natury rzeczy stawia polityków w trudnym położeniu, bo dotyczy dzieci, choroby i leczenia, którego koszt przekracza możliwości wielu rodzin.
Najbardziej poruszające jest to, że za nagraniem stoją konkretne imiona: Maks, Adaś i Wojtek. Pierwszym dwóm akcje Łatwoganga już pomogły zebrać pieniądze, a dla trzeciego zbiórka nadal trwa. Każde z tych imion pokazuje, że temat refundacji nie jest suchą tabelą wydatków, lecz realnym dramatem rodzin czekających na szansę.
Teraz odpowiedź należy do państwa i jego instytucji. Jeżeli apel Hanckego uruchomi rozmowę o refundacji lub innych formach wsparcia, rowerowa akcja może okazać się dopiero początkiem większej zmiany. Jeśli nie, kolejne rodziny nadal będą musiały liczyć na zbiórki, tempo internetu i ludzi gotowych pomagać na własną rękę.









