Aleksander Miszalski po raz pierwszy wystąpił po referendum, które odebrało mu funkcję prezydenta Krakowa. Przyznał, że około 30 proc. mieszkańców było niezadowolonych z kierunku, w jakim zmierzało miasto, i wskazał, że zawiodła komunikacja. Jednocześnie przekonywał, że narracja przeciwników była skuteczniejsza, choć w dużej mierze oparta na manipulacjach i przekłamaniach.
Były prezydent nie zamierza jednak politycznie znikać. Podziękował urzędnikom, bronił swoich decyzji i zapowiedział, że Koalicja Obywatelska nie składa broni przed kolejną batalią o Kraków.
Były prezydent mówi wprost: zawiodła komunikacja
Miszalski ocenił, że władze miasta nie były w stanie skutecznie wytłumaczyć mieszkańcom swoich racji i argumentów. Wskazał, że mimo dziesiątek spotkań, wywiadów, nagrań i komunikatów strona przeciwna narzuciła skuteczniejszą opowieść o tym, co dzieje się w Krakowie.
W jego wystąpieniu mocno wybrzmiał wątek Strefy Czystego Transportu. Były prezydent uznał ją za katalizator referendum, choć podkreślał, że krakowianie są z niej zwolnieni.
Problemem miało być także tłumaczenie miejskich finansów. Miszalski mówił o długu miasta, zasadach jego funkcjonowania oraz oskarżeniach dotyczących osób przedstawianych jako jego znajomi, które według niego w większości w ogóle nie pracują w magistracie.
Wynik przyjął, ale nie przyznał racji przeciwnikom
Były prezydent przyznał, że mieszkańcy mają prawo do innego spojrzenia i mogą rozliczać władze z popełnionych błędów. Zaznaczył, że w demokracji mogą zdecydować w każdym możliwym momencie, tak jak zrobili to w referendum.
Jednocześnie Miszalski bronił dotychczasowych dokonań. Mówił o rozpoczętych działaniach, kolejnych przetargach, rozwoju infrastruktury miejskiej oraz popularyzacji sportu wśród dzieci i młodzieży.
Wspomniał także o finansach miasta, wskazując, że budżet przynajmniej na razie jest w planie pierwszy raz od pięciu lat. To miał być argument, że mimo politycznej porażki kierunek zarządzania nie był według niego katastrofą.
Kracik dostał od niego mocne wsparcie
Miszalski odniósł się również do powołania Stanisława Kracika na komisarza Krakowa. Przedstawił go jako osobę z ogromnym doświadczeniem, przypominając, że był wojewodą, burmistrzem i jego zastępcą w urzędzie miasta.
Według byłego prezydenta Kracik zadba o to, aby w trudnym czasie Kraków nie pogrążył się w chaosie. To ważny gest, bo po referendum miasto wchodzi w okres przejściowy, w którym każda decyzja komisarza będzie odczytywana politycznie.
Poparcie dla Kracika pozwala Miszalskiemu pokazać, że mimo odwołania nie chce zostawić miasta w konflikcie administracyjnym. Jednocześnie utrzymuje polityczną ciągłość obozu, który będzie musiał szybko przygotować się do nowych wyborów.
„Koalicja nie składa broni”. Zapowiedź ostrej kampanii
Najmocniejszy politycznie fragment wystąpienia dotyczył przyszłości. Miszalski podkreślił, że po przegranej bitwie jego obóz chce wygrać kolejną batalię.
Były prezydent mówił, że Koalicja Obywatelska jest zmobilizowana i będzie walczyć o to, by Kraków dalej szedł w dobrym kierunku. Jednocześnie ostrzegał przed oddaniem miasta w nieodpowiedzialne ręce.
To zapowiedź kampanii, która może być jeszcze ostrzejsza niż samo referendum. Stawką będzie nie tylko ocena odwołanego prezydenta, ale odpowiedź na pytanie, czy krakowianie chcą kontynuacji dotychczasowego kursu w nowym personalnym układzie.
Spór o ciszę wyborczą może wrócić
Miszalski częściową winę za atmosferę wokół referendum przypisał łamaniu ciszy wyborczej. Twierdził, że nie były to pojedyncze przypadki i wskazywał na aktywność w wielu grupach w mediach społecznościowych oraz zaangażowanie radnych i posłów.
Zaznaczył jednak, że jego zdaniem żadne wydarzenie z końcówki kampanii nie miało decydującego wpływu na wynik głosowania. To rozróżnienie jest istotne, bo były prezydent próbuje jednocześnie pokazać nieprawidłowości i nie uciekać całkowicie od politycznej odpowiedzialności.
Kraków po tym wystąpieniu nie jest spokojniejszy, tylko wyraźniej ustawiony przed następnym starciem. Miszalski stracił urząd, ale jego słowa pokazują, że walka o interpretację referendum dopiero się zaczyna.









