Temat Lecha Wałęsy i pseudonimu Bolek znów eksplodował w debacie publicznej. Głos zabrał Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego, który stwierdził, że w 2026 roku nie ma już żadnych wątpliwości co do współpracy Wałęsy z komunistyczną bezpieką. To mocne słowa, bo padają nie z partyjnego zaplecza, lecz z otoczenia głowy państwa.
W tle wraca apel samego Wałęsy do byłych funkcjonariuszy SB. Były prezydent chce, by publicznie powiedzieli prawdę o sprawach, które jego zdaniem brudzą jego życiorys.
Rzecznik prezydenta stawia sprawę twardo
Rafał Leśkiewicz odniósł się do sprawy sprzed 26 lat, ale przedstawił ją jako temat rozstrzygnięty przez późniejsze dokumenty. Powiedział, że dziś nie ma wątpliwości, iż Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem komunistycznej bezpieki o pseudonimie Bolek.
To wypowiedź szczególnie mocna ze względu na funkcję Leśkiewicza. Rzecznik prezydenta Karola Nawrockiego nie mówił o luźnej opinii historycznej, lecz o stanowisku opartym na dokumentach, które według niego są już dostępne.
Leśkiewicz podkreślił, że istnieją liczne dowody. Wskazał przy tym na luty 2016 roku, gdy prokuratorzy IPN przejęli oryginały akt mające potwierdzać współpracę Wałęsy z komunistycznymi organami bezpieczeństwa państwa.
Wałęsa apeluje do byłych funkcjonariuszy SB
Do sprawy wraca również sam Lech Wałęsa. Były prezydent zaapelował do dawnych funkcjonariuszy SB, by dali dowód jego niewinności i publicznie powiedzieli prawdę o kilku sprawach.
Wałęsa zwrócił się do osób, które nazwał byłymi przeciwnikami w walce. Napisał, że część z nich także chciała wolnej Polski, ale nie wierzyła, że w tamtym czasie było to możliwe, dlatego czekała na dogodniejsze okoliczności.
W jego apelu mocno wybrzmiała próba odwrócenia ciężaru narracji. Wałęsa przekonuje, że jego życiorys jest brudzony, a prawda mogłaby wyjść od ludzi, którzy w przeszłości stali po drugiej stronie politycznego i historycznego konfliktu.
W internetowym wpisie pojawiło się nazwisko Cenckiewicza
Wałęsa wymienił również prof. Sławomira Cenckiewicza. Zarzucił, że w Polsce miała działać zorganizowana grupa ludzi, która kłamliwie propagowała zmontowany, brudny życiorys byłego lidera Solidarności.
Według Wałęsy wszystko to miało zostać później zebrane i umieszczone w publikacjach Cenckiewicza. Były prezydent odniósł się też do okresu internowania, twierdząc, że nie pobrał i nie wypił wtedy alkoholu, a otoczenie miało być zachęcane do tworzenia innego obrazu.
Te słowa pokazują, że spór nie dotyczy wyłącznie archiwów. To także walka o publiczną pamięć, osobisty życiorys i ocenę jednej z najważniejszych postaci polskiej historii najnowszej.
Sprawa wraca w wyjątkowo ostrym momencie
Największe napięcie bierze się z tego, że stanowisko Pałacu Prezydenckiego i apel Wałęsy idą w zupełnie przeciwnych kierunkach. Leśkiewicz mówi o braku wątpliwości i dowodach, a Wałęsa oczekuje, że byli funkcjonariusze publicznie pomogą oczyścić jego nazwisko.
Były prezydent zaznaczył, że sprawy są przedawnione, główni stratedzy walki nie żyją, a on sam nie będzie wnosił pretensji. Dodał jednak, że liczy na odwagę i honor tych, którzy mogliby stanąć w prawdzie.
To sprawia, że temat Bolka nie wraca jako suchy spór archiwalny. Wraca jako polityczny i emocjonalny konflikt, w którym Pałac Prezydencki mówi o dowodach, a Lech Wałęsa odpowiada apelem do ludzi dawnej bezpieki.









