Łukasz Jankowski ujawnił, że od wyborów wielokrotnie prosił Donalda Tuska o spotkanie dotyczące ochrony zdrowia, ale do rozmowy ani razu nie doszło. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej ponowił wniosek po wybuchu afery wokół Szpitala Południowego i nadal czeka na odpowiedź. Jednocześnie zaproponował rozwiązanie, które ma uniemożliwić lekarzom rozliczanie setek godzin pracy miesięcznie.
Samorząd lekarski deklaruje gotowość do ograniczenia czasu pracy własnego środowiska, nawet jeśli oznacza to niewygodne zmiany. Jankowski przekonuje, że bez centralnego systemu kontroli nie da się szybko wychwycić podejrzanych grafików ani zagwarantować pacjentom bezpieczeństwa.
Jankowski dwukrotnie pisał do premiera po wybuchu afery
Prezes NIL poinformował, że o rozmowę z Donaldem Tuskiem zabiega właściwie od wyborów. Po ujawnieniu problemów w Szpitalu Południowym dwukrotnie skierował do premiera pisemną prośbę o spotkanie poświęcone naprawie systemu ochrony zdrowia.
Żadna z prób nie doprowadziła dotąd do rozmowy. Jankowski przypomniał, że podczas wcześniejszych szczytów zdrowotnych przedstawiciele samorządu spotkali się z prezydentem oraz marszałkiem Włodzimierzem Czarzastym, ale premier nie znalazł miejsca na takie spotkanie w swoim kalendarzu.
Prezes izby nadal liczy na zmianę tej sytuacji. Podkreśla, że część koniecznych reform wymaga silnej decyzji politycznej, której nie jest w stanie samodzielnie podjąć ani samorząd zawodowy, ani pojedynczy resort.
Lekarze mieliby podlegać limitom czasu pracy
Najważniejszą propozycją Jankowskiego jest ograniczenie liczby godzin, które lekarz może przepracować i rozliczyć w jednym miesiącu. Wskazał przypadki sięgające 500 lub nawet 700 godzin, podczas gdy cały miesiąc liczy około 700 godzin.
Według prezesa NIL system powinien automatycznie wykrywać niewiarygodne lub niebezpieczne rozliczenia. Gdyby taki mechanizm już działał, ogromna liczba godzin wykazywana przez lekarza ze Szpitala Południowego zostałaby natychmiast oznaczona do kontroli.
Jankowski porównał planowane rozwiązanie do tachografów używanych przez kierowców. Ich zadaniem nie jest wyłącznie kontrolowanie pracownika, lecz zapobieganie sytuacji, w której przemęczona osoba stwarza zagrożenie dla innych ludzi.
Samorząd chce reformować również własne środowisko
Prezes izby przyznał, że limity czasu pracy będą oznaczały ograniczenia dla lekarzy. Mimo to zadeklarował gotowość do daleko idącej współpracy i zmian wewnątrz środowiska, ponieważ bezpieczeństwo pacjentów ma być ważniejsze niż możliwość pracy bez wyraźnej granicy.
Jankowski zaznaczył, że nie może być zgody na „czarne owce”. W jego ocenie samorząd powinien uczestniczyć w tworzeniu mechanizmów, które pozwolą wychwytywać osoby fałszujące grafiki lub wystawiające nieprawidłowe faktury.
Propozycja odpowiada na dwa problemy jednocześnie: ryzyko przemęczenia lekarza oraz możliwość rozliczania godzin, których faktycznie nie dało się przepracować. Oba uderzają w zaufanie pacjentów i wiarygodność całego systemu.
Dialog z Ministerstwem Zdrowia miał utknąć
Jankowski mówi również o poważnym problemie w relacjach samorządu z Ministerstwem Zdrowia. Według niego dialog praktycznie stanął, a izba nie widzi po stronie resortu możliwości przeprowadzenia skutecznej reformy systemowej.
Właśnie dlatego prezes NIL kieruje swoje oczekiwania bezpośrednio do premiera. Uważa, że decyzje dotyczące obowiązkowych limitów, wspólnego systemu ewidencji oraz kontroli rozliczeń wymagają politycznego poparcia na najwyższym szczeblu.
Brak spotkania nie dowodzi, że Donald Tusk odpowiada za wydarzenia w Szpitalu Południowym. Pokazuje jednak, że samorząd lekarski od miesięcy nie może przedstawić premierowi propozycji zmian, które po wybuchu afery nabrały szczególnej pilności. Teraz odpowiedź rządu zdecyduje, czy zapowiedzi reformy przełożą się na konkretne ograniczenia i narzędzia kontroli.









