Rząd ma poznać prawdziwe zarobki lekarzy. Dane AOTMiT pokazują, gdzie w systemie uciekają pieniądze

W ochronie zdrowia wraca temat, który zawsze wywołuje ogromne emocje: ile naprawdę zarabiają lekarze i jak te pensje wpływają na budżety szpitali. Z danych zebranych przez AOTMiT z lutego, obejmujących 96 procent szpitali sieciowych, wynika, że średnie wynagrodzenie lekarza specjalisty na etacie wynosi 24 tysiące złotych brutto. Jednocześnie kontrakty lekarskie rosną nawet wtedy, gdy podwyżki formalnie dotyczą minimalnych wynagrodzeń etatowych.

Prezes AOTMiT Daniel Rutkowski tłumaczy, że system nie działa dziś jak prosta wypłata „na PESEL”. Pieniądze trafiają do wycen procedur, a potem potrafią zasilać także tych lekarzy, którzy rozliczają się procentowo od świadczeń.

Średnio 24 tysiące złotych brutto dla specjalisty na etacie

Dane z lutego obejmujące 96 procent szpitali sieciowych pokazują, że średnie wynagrodzenie lekarza specjalisty zatrudnionego na umowie o pracę wynosi 24 tysiące złotych brutto. Kwota uwzględnia dyżury oraz dodatki stażowe. To ważne, bo dyskusja o płacach w szpitalach często rozbija się o pytanie, czy podawane kwoty dotyczą podstawy, czy realnych wypłat.

Z tych samych danych wynika, że 75 procent lekarzy na etatach zarabia do 29 tysięcy złotych brutto. Pozostałe 25 procent przekracza ten poziom. Taki rozkład pokazuje, że średnia nie wyjaśnia całej sytuacji, bo w systemie istnieje grupa osiągająca znacznie wyższe wynagrodzenia.

Podwyżki nie idą prosto „na PESEL”

Rutkowski wyjaśnia, że obecnie podwyżek nie realizuje się w taki sposób, aby szpital dostawał dokładnie tyle, ile konkretny pracownik powinien otrzymać po waloryzacji. Zamiast tego szacuje się potrzeby szpitali i wrzuca środki w uśrednioną wycenę świadczeń. Pieniądze są dokładane do różnych procedur tak, aby wynik placówek się bilansował.

Problem polega na tym, że każdy szpital ma inną strukturę świadczeń i inny udział kosztów pracy w przychodach. Jeżeli rośnie wycena procedury, rośnie także wynagrodzenie lekarza na kontrakcie, który bierze procent od tej procedury. W ten sposób podwyżka zaprojektowana z myślą o etatach może pośrednio zwiększać wynagrodzenia kontraktowców.

Kontraktowcy zarobili więcej mimo braku takiej rekomendacji

AOTMiT w ubiegłym roku nie zalecała podnoszenia stawek dla lekarzy kontraktowych w rekomendacjach dotyczących podwyżek wynagrodzeń personelu medycznego. Mimo to analizy Agencji wskazują, że płace lekarzy na kontraktach wzrosły o 8,5 procent. To istotne, bo aż 74 procent lekarzy specjalistów rozlicza się ze szpitalami właśnie w ten sposób.

Ten mechanizm tłumaczy część napięcia wokół finansów szpitali. Jeśli placówka dostaje wyższą wycenę świadczeń, aby poradzić sobie z kosztami wynagrodzeń, a część tej wyceny automatycznie podbija kontrakty procentowe, system może produkować efekty inne niż zamierzone. Stąd pytanie, czy koszty wynagrodzeń w niektórych przypadkach nie pochłaniają zbyt dużej części przychodów szpitali.

Wyceny procedur zmieniają całe zachowania szpitali

Prezes AOTMiT podkreśla, że wycena świadczeń jest kompromisem między kosztami, dostępnością i pożądaną strukturą leczenia. Jako przykład wskazuje kardiologię interwencyjną, gdzie wysokie wyceny doprowadziły kiedyś do dużego wzrostu liczby pracowni hemodynamicznych i masowego wszczepiania stentów. Jednocześnie zaniedbana została kardiologia zachowawcza, bo mniej opłacało się realizować takie świadczenia.

Korekta wycen oparta na kosztach miała przywrócić równowagę. Podobne działania trwają w innych obszarach. W 2024 roku wyceniono chirurgię ogólną, co przeciętnie podniosło wyceny o 28 procent, choć część procedur zweryfikowano w dół. Agencja pracowała też nad chorobami wewnętrznymi, neurologią, ginekologią oraz korektami w chirurgii kręgosłupa, ablacji zaburzeń rytmu serca i robotowej prostatektomii radykalnej.

Tomografia i rezonans już po cięciach

W diagnostyce obrazowej stawki za tomografię komputerową i rezonans magnetyczny spadły średnio o 6 procent od 1 stycznia. Celem było nie tylko urealnienie wyceny wobec kosztów, ale także przyhamowanie gwałtownego wzrostu liczby badań. Między 2017 a 2024 rokiem liczba rezonansów magnetycznych wzrosła aż ośmiokrotnie.

Rutkowski zwraca uwagę, że część diagnoz nadal można skutecznie stawiać na podstawie RTG lub USG, a łatwość kierowania na rezonans i tomografię mogła wydłużać kolejki. W efekcie pacjenci z lżejszymi problemami stali w tej samej kolejce co osoby wymagające pilnej diagnostyki. To pokazuje, że wycena świadczeń jest nie tylko księgowością, ale narzędziem sterowania całym systemem leczenia.

Położnictwo wymaga osobnych reguł

Szczególnym wyzwaniem pozostaje położnictwo. AOTMiT rozważa rozwiązania, które uwzględnią różnice między dużymi porodówkami realizującymi ponad 1000 porodów rocznie a placówkami z około 200 porodami. Jedna uniwersalna stawka mogłaby być zbyt wysoka dla dużych szpitali i niewystarczająca dla małych oddziałów na terenach o trudniejszej dostępności.

Dlatego w grę wchodzi model, w którym standardowa wycena działa przy określonej liczbie porodów, a w miejscach peryferyjnych pojawia się rozwiązanie ryczałtowe za gotowość. Chodzi o bezpieczeństwo pacjentek, a nie tylko o statystykę. Takie decyzje mogą przesądzić, czy lokalne porodówki przetrwają mimo małej liczby porodów.

Udostępnij to 👇