Sikorski nagle pochwalił rząd PiS. W tle rosyjskie groźby i ambasada w Kijowie

Radosław Sikorski w programie Polsatu zaskoczył słowami, które w polskiej polityce nie padają często. Szef MSZ powiedział, że potrafi pochwalić poprzedni rząd, przypominając postawę ambasadora Bartosza Cichockiego na początku wojny w Ukrainie. Wszystko wydarzyło się w cieniu rosyjskich gróźb i pytań o bezpieczeństwo polskich dyplomatów w Kijowie.

Minister nie wykluczył, że polska placówka może kiedyś wymagać ewakuacji. Jednocześnie zaznaczył, że Polska nie zamierza poddać się szantażowi Moskwy. Ta wypowiedź łączy pochwałę politycznych rywali z twardym komunikatem wobec Rosji, a to natychmiast nadaje sprawie wyjątkowy ciężar.

Rosyjski ambasador wezwany do MSZ

Radosław Sikorski skomentował wezwanie do MSZ rosyjskiego ambasadora w Warszawie Gieorgija Michno. Sprawa była związana z zapowiedziami systematycznych ataków na Kijów. Szef polskiej dyplomacji zaznaczył, że jeśli polska ambasada ucierpi tak, jak ucierpiała w przeszłości, Warszawa będzie uznawać to za świadomie podjęte decyzje.

Wypowiedź ministra pokazała, że polska strona traktuje rosyjskie sygnały jako presję wymierzoną nie tylko w Ukrainę. Sikorski ocenił, że Moskwa próbuje zastraszyć obywateli Ukrainy, tamtejsze władze oraz legalnie przebywających w kraju obcokrajowców. Dlatego podkreślił, że Polska nie godzi się na taki szantaż i zastraszanie.

W tym kontekście padł także przykład Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Sikorski wskazał, że minister funduszy europejskich pojechała do Kijowa już po rosyjskich groźbach. Ten szczegół miał pokazać, że ostrzeżenia Moskwy nie sparaliżowały polskiej aktywności wobec Ukrainy.

Pochwała dla poprzedniego rządu zabrzmiała wyjątkowo

Najbardziej zaskakujący fragment rozmowy dotyczył poprzedniego rządu. Sikorski powiedział wprost, że potrafi go pochwalić. Następnie przypomniał, że ambasador RP Bartosz Cichocki pełnił misję w Kijowie wtedy, gdy inne ambasady na początku wojny ewakuowały się do Lwowa.

To nie była neutralna wzmianka, lecz jasne wskazanie decyzji, którą obecny szef MSZ uznał za wartą uznania. W polskim sporze politycznym taki gest brzmi mocno, bo dotyczy bezpieczeństwa państwa, a nie partyjnej taktyki. Sikorski wykorzystał ten przykład, by pokazać ciągłość odwagi dyplomatycznej w sytuacji wojennej presji.

Pochwała dla Bartosza Cichockiego wybrzmiała tym mocniej, że padła przy rozmowie o możliwym zagrożeniu dla obecnej placówki. Minister zestawił decyzję z początku wojny z dzisiejszym napięciem wokół Kijowa. W ten sposób temat ambasady stał się nie tylko sprawą procedur, ale też symbolem tego, kiedy państwo zostaje na miejscu mimo ryzyka.

Ewakuacja nie jest wykluczona, ale nie ma kapitulacji

Sikorski nie wykluczył, że w pewnych warunkach ewakuacja polskich dyplomatów może okazać się konieczna. Przypomniał własne doświadczenia z wcześniejszego okresu kierowania dyplomacją, gdy założył polski konsulat na Krymie w Sewastopolu. Według niego placówka była nieocenionym źródłem wiedzy podczas aneksji Krymu, bo przewidywano, że będzie to punkt zapalny.

Minister wspomniał też konsulat w Donbasie, w Doniecku. Obie placówki ostatecznie musiały zostać ewakuowane. Ten przykład pokazuje, że szef MSZ odróżnia poddanie się presji od decyzji operacyjnej, którą czasem wymusza realne zagrożenie.

Właśnie dlatego jego komunikat jest dwutorowy. Polska nie chce reagować na rosyjskie groźby ucieczką z Kijowa, ale nie udaje też, że dyplomaci są poza zasięgiem wojennego ryzyka. To napięcie będzie wracać przy każdym kolejnym ostrzeżeniu dotyczącym ataków na ukraińską stolicę.

Rosja słabnie, ale nadal może uderzać

Sikorski odniósł się również do pytania, czy groźby Moskwy są oznaką słabości, czy siły. Odpowiedział obrazowo, że chory człowiek z rewolwerem nadal pozostaje człowiekiem z rewolwerem. Według ministra Rosja słabnie i nie jest w stanie osiągać swoich celów, ale nadal może kąsać.

To określenie dobrze oddaje sens całej wypowiedzi. Szef MSZ nie przedstawia Rosji jako potęgi działającej bez ograniczeń, ale też nie lekceważy jej zdolności do zadawania strat. W takim ujęciu groźby wobec Kijowa i obcokrajowców są elementem presji, która ma zastraszać nawet wtedy, gdy Moskwa nie realizuje swoich większych celów.

Na końcu pozostaje więc pytanie o granicę odporności państwa. Polska ambasada w Kijowie jest symbolem obecności i wsparcia, ale także miejscem narażonym na ryzyko. Sikorski wysłał sygnał, że Warszawa nie chce ulegać szantażowi, choć doskonale pamięta sytuacje, w których ewakuacja placówek była koniecznością.

Udostępnij to 👇