Wielka Brytania szykuje plan masowej mobilizacji cywilów. W tle padają słowa o wojnie i zagrożeniu na własnym terytorium

Brytyjskie Ministerstwo Obrony pracuje nad planami, które brzmią jak scenariusz z najczarniejszych analiz bezpieczeństwa. Chodzi o masową mobilizację cywilnych ochotników na wypadek wojny z Rosją lub innym wrogim państwem. Dowódcy wskazują na rakiety dalekiego zasięgu, cyberataki i działania hybrydowe, które mogą uderzyć nie gdzieś daleko, lecz w samo terytorium Wielkiej Brytanii.

Najmocniejsze jest jednak to, że dokument nie opisuje wyłącznie wojska. W grę wchodzi policja, straż pożarna, samorządy, infrastruktura krytyczna i zwykli obywatele, których państwo chce wciągnąć w system gotowości.

Operacja „Fortitude” pokazuje skalę niepokoju

Strategia przygotowywana pod kryptonimem „Fortitude” została podzielona na cztery najważniejsze obszary. Pierwszy dotyczy ścisłej współpracy wojska z władzami cywilnymi, w tym policją, strażą pożarną i lokalnymi samorządami.

Drugi filar zakłada mocniejszą ochronę brytyjskich baz wojskowych oraz infrastruktury krytycznej. W tym katalogu wymieniane są elektrownie i główne węzły transportowe, czyli miejsca, których paraliż w czasie kryzysu mógłby wywołać natychmiastowe skutki dla całego kraju.

Trzeci element jest najbardziej elektryzujący, bo obejmuje zwiększenie liczebności regularnych sił zbrojnych, rezerw oraz masową mobilizację cywilnych ochotników. Czwarty ma dotyczyć skoordynowanych działań policji i władz cywilnych, które w warunkach wojennych miałyby pomagać w przemieszczaniu sił zbrojnych do i z Wielkiej Brytanii.

Nie ma powrotu poboru, ale państwo chce ludzi w gotowości

Dowództwo wyklucza obecnie powrót do przymusowej zasadniczej służby wojskowej. To ważne zastrzeżenie, bo samo hasło masowej mobilizacji może natychmiast budzić skojarzenia z obowiązkowym wcielaniem obywateli.

Zamiast tego brytyjski rząd ma stawiać na program „Genesis” i szeroką kampanię dialogu narodowego. Jej celem jest zachęcanie obywateli do wstępowania do wojska, rezerw oraz wolontariatu, czyli budowanie zaplecza bez formalnego przywracania poboru.

Generał Griffiths określa ten model jako masową mobilizację opartą na kontakcie ze społeczeństwem i stopniowym przyciąganiu ludzi do służby w miarę potrzeb. To oznacza zmianę języka: obywatel nie jest już tylko odbiorcą komunikatów o bezpieczeństwie, ale potencjalnym elementem państwowej odporności.

Stara doktryna pęka. Zagrożenie ma dotrzeć do domu

Przez dekady brytyjska obrona opierała się na działaniach ekspedycyjnych, czyli bronieniu interesów kraju daleko od własnych granic. Generał porucznik Sir Charles Collins przyznaje jednak, że ten sposób myślenia stracił aktualność.

Wskazywane są systemy dalekiego zasięgu oraz wojna hybrydowa, które sprawiają, że zagrożenie może pojawić się bez klasycznej inwazji na wybrzeże. Atak rakietowy, cyberuderzenie albo paraliż infrastruktury mogą wystarczyć, by kraj znalazł się pod presją na własnym terytorium.

To właśnie dlatego planiści wojskowi mają przyjmować podejście wielozadaniowe. Obawiają się jednoczesnych uderzeń w infrastrukturę, cyberprzestrzeń i obszary klasycznej obrony, co wymaga nie tylko większej armii, lecz także sprawniejszej współpracy całego aparatu państwa.

Obrona powietrzna i przeciwrakietowa trafia na listę pilnych spraw

W dokumentach i wypowiedziach wojskowych wraca wątek zintegrowanych systemów obrony powietrznej oraz przeciwrakietowej. To nie jest techniczny szczegół, bo przy rakietach dalekiego zasięgu właśnie ten obszar może decydować o tym, czy infrastruktura krytyczna zostanie ochroniona.

Damian Johnson, dyrektor do spraw bezpieczeństwa wewnętrznego w Ministerstwie Obrony, poinformował, że cały aparat państwowy aktualizuje plany na wypadek konfliktu. Taki komunikat pokazuje, że nie chodzi o ćwiczenie na papierze, lecz o przebudowę gotowości instytucji w realnym czasie.

Największe napięcie zostaje w jednym punkcie: państwo mówi, że nie wraca teraz do przymusowego poboru, ale równocześnie szykuje mechanizmy, które mają szybko pozyskać dziesiątki tysięcy dodatkowych osób w kryzysie. Dla obywateli to jasny znak, że bezpieczeństwo przestaje być sprawą odległych frontów i coraz mocniej wchodzi do codziennej polityki.

Udostępnij to 👇