Zełenski uhonorował UPA dekretem. Ukraińscy specjalsi dostali patrona budzącego w Polsce ogromne emocje

Wołodymyr Zełenski nadał imię UPA Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych. Decyzja prezydenta Ukrainy natychmiast uderza w najczulszy punkt polsko-ukraińskich relacji. Dla Kijowa to gest wobec własnej tradycji wojskowej, ale w Polsce skrót UPA nie jest neutralnym symbolem.

Kontrowersje są oczywiste, bo w tle wracają Kresy, rzeź wołyńska i spór o prawdę historyczną. Uhonorowanie formacji dekretem państwowym może więc wywołać znacznie szerszą dyskusję niż sama nazwa jednej jednostki. To decyzja, która pokazuje, jak różne są polska i ukraińska pamięć o XX wieku.

Dekret Zełenskiego i nowy patron

Decyzja dotyczy Samodzielnego Centrum Operacji Specjalnych. To właśnie tej formacji prezydent Ukrainy nadał imię UPA, czyli Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Sam fakt, że stało się to dekretem głowy państwa, nadaje sprawie rangę oficjalnego gestu. Nie chodzi o lokalną inicjatywę ani wypowiedź polityczną, lecz o państwowe uhonorowanie nazwy, która w Polsce wywołuje bardzo mocne reakcje.

Na Ukrainie podobne decyzje bywają przedstawiane jako element budowania ciągłości wojskowej i narodowej. W Polsce ta sama nazwa oznacza jednak pamięć o tragedii Kresów i zbrodniach na ludności cywilnej.

W Polsce ta nazwa nie przejdzie bez burzy

UPA pozostaje jednym z najbardziej drażliwych symboli w relacjach Warszawy i Kijowa. W polskiej pamięci historycznej wiąże się przede wszystkim z ludobójstwem wołyńskim i dramatem polskiej ludności na Kresach.

Dlatego decyzja Zełenskiego nie jest zwykłym gestem wojskowym. To ruch, który może zostać odebrany w Polsce jako ignorowanie ran, które do dziś nie zostały w pełni zamknięte.

Największy problem polega na tym, że Ukraina walcząca z Rosją jest dla Polski kluczowym sąsiadem i partnerem bezpieczeństwa. Jednocześnie spory o pamięć historyczną regularnie wracają i potrafią zatruwać nawet najbardziej potrzebną współpracę.

Historia wraca do polityki

W tej sprawie historia nie jest dodatkiem, ale samym centrum sporu. Nazwanie jednostki wojskowej imieniem UPA automatycznie przenosi debatę z poziomu armii na poziom pamięci, symboli i odpowiedzialności.

Po polskiej stronie trudno oczekiwać, by taka decyzja przeszła bez reakcji. Dla wielu rodzin ofiar Wołynia i Kresów nazwa UPA pozostaje symbolem zbrodni, a nie wojskowej tradycji.

To właśnie dlatego każdy gest jej państwowego honorowania wywołuje pytanie, czy Kijów rozumie wagę polskiej pamięci. Nawet jeśli intencje ukraińskich władz są inne, polityczny efekt w Polsce może być bardzo bolesny.

Relacje z Kijowem pod nową presją

Polska od początku rosyjskiej agresji była jednym z najważniejszych państw wspierających Ukrainę. Tego faktu nie przekreśla żaden pojedynczy dekret, ale decyzje symboliczne potrafią zostawić długotrwały ślad.

Uhonorowanie UPA może wzmocnić głosy tych, którzy domagają się od Ukrainy bardziej jednoznacznego podejścia do zbrodni wołyńskiej i pamięci o polskich ofiarach. To temat, którego nie da się przykryć bieżącą polityką.

Decyzja Zełenskiego pokazuje, że wojna z Rosją nie wygasiła sporów o historię. Wręcz przeciwnie: każdy państwowy symbol staje się dziś sygnałem, który w Warszawie i Kijowie może być odczytany zupełnie inaczej.

Udostępnij to 👇